czwartek, 30 grudnia 2021

WIGRY - pocztówka

 

Ta pocztówka przetrwała w jednym z nadwigierskich gospodarstw. To ślad po niemieckim żołnierzu. Było ich tu w 1943/44 roku wielu. Kopali okopy i ziemianki na okolicznych wzgórzach. Do gospodyń w pobliskiej wsi zanosili do prania bieliznę i mundury. Zawsze uprzejmi i wypłacalni. Tak ich tu wspominano. Także i ten przekaz jest dowodem, że nie ma jednej wersji Historii. A jeszcze, żeby ostatecznie pognębić naszą sztandarową polskość, mam takie relacje, jak niemieccy leśnicy dbali o Puszczę. Dzisiaj rezyduje w niej polacki figurant, dla którego mityczny starodrzew nie przedstawia żadnej wartości. A to Polska właśnie!

środa, 17 listopada 2021

LUDOBÓJSTWO

 Termin obrastający wciąż nowymi znaczeniami i wzniosłą praktyką. Wszystko naturalnie dla dobra ludzkości, która nie umie sobie samodzielnie poradzić z własnym Istnieniem. Dlatego dobrym jest pomysłem depopulacyjna hekatomba, przy twórczym udziale uradowanych z własnej głupoty pacjentów  -  siewców śmierci. Mają oni do dyspozycji "pochodne grafenu, czyli hydrożelu grafenowego na bazie poliwinylu i inne składniki toksyczne. Substancje te powodują obustronne zapalenie płuc, są silnie onkogenne i mutagenne, powodują śmierć komórek i doprowadzają do edycji genów". Przełóż więc sobie Idioto te dane na normalny język: twój udział w Zagładzie jest potwierdzonym dowodem twojej wiary i dumy! Już stary Marks powiadał, że największym złem w przyrodzie jest zwyczajny głupiec.

środa, 10 listopada 2021

ANIA

                                               

Anna ucałowała mnie raz jeden. Było to na zapleczu Studia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Stanąłem przed Anną i powiedziałem: Pani Aniu, to ja!. W ręku miałem dwie dla Anny róże... Była jesień roku 1997. Myśliwiecką spowijały nocne ponure mgły.

PIWNICA POD BARANAMI

Byłem w Piwnicy dwa razy. Raz przed i raz po. Ścisk był niemożebny i ja, intruz poniekąd, stałem na scenie przyciśnięty do pianina, na którym grał Marek Grechuta. Zaczarowany był koń i dorożka Gałczyńskiego i zaczarowany był Piotr Skrzynecki - tak piękny polski Żyd. Nie wiedziałem jeszcze o istnieniu Anny Szałapak. Na ulicy Mazowieckiej - gdzie Anna wówczas mieszkała - kwitły magnolie.

 

HYMN


 

czwartek, 4 listopada 2021

KONWICKI Tadeusz

 To jest Gość, z którym nie umiem się uporać. Powieści od lat nie czytam, ale coś Konwickiego nie pozwala mi odstawić na piwniczną półkę. Więc się mocuję, wynajduję Konwickiemu różne usprawiedliwienia, i to mam na względzie, że Konwicki, gdyby chciał, olał by mnie ciepłym moczem. Wprawdzie otarłem się lekko o jego żonę Danutę, graficzkę, ale to zbyt małe jest Wniebowstąpienie dla realizacji pisarczykowych domniemań. Tedy Konwicki osamotniony na swoim tapczanie w pustym mieszkaniu - jest przedmiotem mojego wścibstwa. Literatura to jednak jest panna lekkich obyczajów. Spragnieni jej słodyczy pisarze i pisarczykowie spijają z jej ust zatrute ambrozje. Takim produktem szczycą się później gminne do niedawna biblioteki, które uśmiercił pomór. Tak więc grobowa czeluść to najlepsze jest miejsce do spotkań z czytelnikami.

środa, 3 listopada 2021

FILIPSKI Ryszard

(Druga edycja)

Napisałem niegdyś panegiryczną laurkę poświęconą Filipskiemu - szczególnie jako odtwórcy roli majora Hubala w filmie Bohdana Poręby. W swojej naiwnej głupocie zechciałem o tym fakcie zawiadomić mojego romantycznego bohatera na jawie. Skorzystałem więc z internetowego adresu pani Lusi (?) Ogińskiej, bo sam Filipski nie był osiągalny dla mojej ekspresji. W odwecie dostałem taki zestaw niedorzecznych poglądów pani Ogińskiej na temat mojego tekstu, że z trudem niemałym starałem się zachować spokój i jasność myśli. Nie został mój trud doceniony i ta literatka doceniana szczególnie w kruchcie, zeszła w chwale z mojego punktu widzenia. Dlatego nie dziwią mnie pośmiertne figury gimnastyczne pani Ogińskiej na trumnie Filipskiego. Ostatecznie Filipski, zamiast dożywać swoich dni w godziwym nastroju, nałożył sobie na głowę katolicką hydrę.


poniedziałek, 25 października 2021

PREISNER Zbigniew

Twórca muzyki, o której Maestro Krzysztof Penderecki tyle miał do powiedzenia: "Nie wypowiadam się na tematy pozamuzyczne"!

Muzyki Krzysztofa Pendereckiego nie słucham, poza Polskim Requiem. Muzyka Zbigniewa Preisnera wypełnia mi serce. ..

Te nutki poczernione, półnutki, ćwierćnutki i pauzy, legata i fortissima, cały ten zestaw po to jest, byśmy Ciszy Odwiecznej słuchać umieli. A w niej trzmiele brzęczą, ptasiowe trele zawodzą, strumyki szemrzą, struny drgają, młoteczki fortepianowe się wahają... Czyż trzeba pisać więcej?

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

SZULKIN Piotr






Spotkałem się z Piotrem Szulkinem raz jeden na planie filmowym. .Było to w Warszawie, u zbiegu Świętokrzyskiej i Trębackiej. Nie miałem świadomości, że obcuję z geniuszem!





wtorek, 3 sierpnia 2021

AUTOBUS 910

 https://culture.pl/pl/galeria/bronislaw-wojciech-linke-autobus-detale

Bronisław Wojciech Linke - "Autobus" (Muzeum Narodowe)

Katowicki miejski autobus, którego kierowca z pełną premedytacją zmasakrował 19-letnią dziewczynę. Linke namalował ten autobus w poprzedniej epoce. Autobus z Katowic był pusty. Ale przekaz z obrazu jest jednoznaczny i jak najbardziej na czasie: tym autobusem jedziemy!

sobota, 17 lipca 2021

KONOWAŁ

Niegdysiejszy eskulap miał w swoim obowiązku troskę o chorych, obecny przeistoczył się w konowała łaknącego głównie pieniędzy. Upadek tej profesji możemy obserwować na każdym kroku. Plandemiczna zaś mamona odebrała im elementarne poczucie przyzwoitości. Dlatego żałosnym głupcem jest ten, który zwraca się do konowała o lekarską pomoc. Cyrulik zatem  powraca do łask: każdy fryzjer będzie mógł sobie wybrać kilka specjalizacji. Na Podlasiu przetrwały jeszcze szeptuchy...

wtorek, 29 czerwca 2021

GARBUS

 Trudno rzec bez owijania w bawełnę, skąd u mnie się wzięło zamiłowanie do Garbusa. Prawdopodobnie już konik Garbusek był dziecięcą inicjacją. Później znaczącą uwagą była moja naonczas dość skrupulatna wiedza lotnicza, albowiem silnik Garbusa (tzw. bokser) po niewielkiej przeróbce mógł być sercem samolotu. Jednym z wielu wzorców był indonezyjski samolot Kunang, na którego artystycznej kopii chciałem szlakiem Bolesława Orlińskiego dolecieć do Japonii przez Syberię naturalnie, która już w moich dwunastu wiosnach jakoś szczególnie mnie korciła. Łacno zgadnąć, co z moich projektów zostało zrealizowane, aczkolwiek siłę wyobraźni trudno mierzyć chłopięcą determinacją.

Tak czy siak: skrzydła, kadłub, lotki, stateczniki, śmigło i podwozie byłem w stanie zbudować; na stole spoczywały zdobyczne podstawowe przyrządy lotnicze, ale silnik Garbusa był poza moim ówczesnym zasięgiem.  Dopadła mnie tedy zgryzota, że nigdy mój samolot nie wzbije się ponad chmury. Kiedy więc po latach zapragnąłem się zmotoryzować, nie było innego niźli Garbus kandydata. I tak stałem się właścicielem Garbusa 1200, którego dotychczasowy właściciel tak mnie niedorzecznie urzekł - bowiem zbierał stare książki - że już mało uwagi poświęciłem mojemu nabytkowi kupowanemu za dość znaczne pieniądze. Dotkliwym efektem mojej miłości do inkunabułów była trwająca trzy miesiące praca w garażu mokotowskiej okazałej willi, bym mógł z niego wyjechać o własnych siłach. Albowiem było dość stromo pod górkę, a hamulców nie było, co przy silniku bez koniecznego ciśnienia oleju nie zachęcało do samobójczych kaskaderskich wyczynów. (Dalsze zdarzenia będą dotkliwym potwierdzeniem, że Garbusem można jednak latać.)




 


niedziela, 13 czerwca 2021

FINLANDIA

                                                                              

  




poniedziałek, 17 maja 2021

KORBEL Janusz

 Kiedyś  napisałem list do Janusza Korbela, który był inicjatorem założenia  i pierwszym redaktorem   pisma "Dzikie Życie". Tytuł ten zaraz wydał mi się na tyle frapujący, że napisałem do niego list przejmujący w moim wyobrażeniu. Szybko otrzymałem odpowiedź. (Publikuję tylko część listu, bo na pominięte tu słowa powinienem uzyskać - wedle mnie - zgodę Janusza Korbela na publikację. A on przebywa od kilku lat w bardziej przyjaznej Naturze sferze i wątpliwe jest, by zechciał się wdawać z pluskwiakami w dyskursy).


Tak więc twórca Pracowni na rzecz Wszystkich Istot osierocił Wszystkie Zwierzaki leśne, drzewa mocarne, podmokłe lasanki, krajobrazy prastare, trakty polne, jeziora, etc.

Kiedy po latach zadzwoniłem do Dzikiego Życia, następca Janusza Korbela miał tylko jeden dylemat, cyt.:" Skoro pan do mnie dzwoni, to pewnie chce coś dla siebie załatwić". Przyznaję że mnie zatkało.

Mimo wszystko Duch Janusza Korbela jest obecny, chociaż w obecnym "Dzikim Życiu" zepchnięty w niepamięć. To są te same pluskwiaki, które miały skłonność do wypowiadania się "bezinteresownie" i na mój temat, a czasem nawet pełniły wdzięczną rolę zesłanych przez ducha św. autorytetów, którzy jednak nigdy tyłka na mróz nie wystawili.

sobota, 10 kwietnia 2021

GUT Włodzimierz

 Daleki jestem od podśmiechujków z nazwiska, ale ten koryfeusz zadekretowanej nauki w polskim Bantustanie sam się doprasza, by z niego kpić. Dlatego lepszym nazwiskiem dla tego proffessora byłby na ten przykład Gutbrot albo Gutowski, bo korzenie byłyby bardziej jednoznaczne. A tak skazani jesteśmy na domysły. Nie będę się tutaj znęcał nad dorobkiem naukowym Guta, aliści korci mnie ta lingwistyczna łatwizna. Ograniczę się tedy z prawdziwym bólem do jednej z ostatnich wypowiedzi tego przedstawiciela  dyrygentów covidiańskiej orkiestry na temat kolejnej fali zakażeń, cyt.: "Nie ma objawów, ale są dolegliwości".

Tubylcze, pochyl się nad dziełami proffessora Guta i daj sobie w żyłę zalecaną miksturą. I powtarzaj bez końca się kołysząc: gut, gut, jawohl, gut...


KLUSKA Roman

 

Ja naturalnie z przykrością odbieram puentę tego wywiadu, ale pan Roman Kluska zdaje mi się na tyle  godnym uwagi przedstawicielem zanikającego polskiego plemienia, że i katolicka szajba znajduje u mnie dobrotliwą wyrozumiałość. Słuchajmy więc, bo pan Roman wykłada niektóre kwestie wprost łopatologicznie, co powinno skusić najbardziej zlasowane mózgi do ostrożnej przemiany.

niedziela, 4 kwietnia 2021

KLAWIATURA


z fortepianu Grotrian-Steinweg nr. 4876 - zbudowanego ok. roku 1886 w Braunschweigu. Firma była następcą Theodora Steinwega, syna Heinricha Engelharda Steinwega, który budował fortepiany od roku 1835, a w roku 1851 wyemigrował do U.S.A. i jako Henry E. Steinway kontynuował produkcję fortepianów. U mnie ten fortepian jest od blisko 30 lat i teraz nadszedł czas na jego remont. O symbolice rozłożonej klawiatury nie będę się wymądrzał. Każdy może sobie dopisać własną interpretację.

czwartek, 25 lutego 2021

MAŁOŚĆ

 Ta przywara zwykle z pospolitością jest skojarzona. A to słowo ma tak wiele odsłon, że samo jego przywołanie stawia takiego jak ja pisarczyka w rozpaczliwej sytuacji. Jednakże roztrząsając tę zagwozdkę w moim parszywym intelekcie, doznałem oto takiego olśnienia, że właśnie w pospolitości kryją się wielkie wyzwania dla pokątnej literatury. A to dlatego, że mamy tu wszelkie odcienie naszych wad, z których każda może otworzyć nowy rozdział literackich pasji, jakkolwiek by one nie wyglądały komicznie.

Mamy więc tu aż 218 synonimów, jak np.: banalność, brak polotu, nijakość, powierzchowność, trywialność, schematyzm, lichota, prostactwo, rutyna, skostniałość, miernota, nierzetelność, wtórność, tuzinkowość, marność. ITD.

Otóż pan Marcin Celiński, na którego pokątne internetowe chrumkania miałem nieostrożność zawędrować, jest nosicielem przynajmniej jednej z tych przywar. A pewność tę nabyłem podczas moich internetowych peregrynacji w poszukiwaniu utraconego bezpowrotnie czasu. Kiedy więc ten myśliciel ogłosił kilka uwag o generale Emilu Fieldorfie, z których najbardziej oryginalne było jego zdenerwowanie, że Fieldorf stawiany jest obok np. "Burego" (co faktycznie jest kwestią dyskusyjną), pomyślałem zupełnie bezinteresownie, że mój sprzed kilku lat felieton o atmosferze poprzedzającej egzekucję Generała może być uzupełnieniem oracji tego wybitnego bojowca o wolność myśli. Jakże się jednak pomyliłem. Po kilku godzinach Celiński, syn Andrzeja Celińskiego, czyli innego sfrustrowanego bojowca, wytarł z kretesem swoim wolnościowym buciorem link do owego felietonu p.t. "ZA KURTYNĄ ZBRODNI", i nabył w ten przystępny sposób lepiej ugruntowanego przeświadczenia o wyjątkowych walorach swego umysłu. I cóż miałem z takim faktem począć? Zaraz opadły mnie polskie zmory.

Zakładam tedy maskę błazna i publikuję poniżej link do własnego tekstu. Jak ktoś jest bardziej dociekliwy, to znajdzie jeszcze w rzeczonym temacie kilka oznak mózgowej atrofii.

http://dziupla-blotniaka.blogspot.com/2011/01/za-kurtyna-zbrodni.html


wtorek, 16 lutego 2021

STOŁEK egipski


 Czterdzieści wieków patrzy na nas! - Tadeusz Kotarbiński zaliczał Psy, Koty, Ptaki etc. do ludzkości. Nie wziął jednak pod uwagę, że w tej ludzkości prym wiodą ludzie nikczemni, którym nie godzi się nadawać zwierzęcej hierarchii w odczuwaniu i cierpieniu.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

MUTACJA

 Badacze pracujący nad ocaleniem ludzkości wykryli nieznane dotąd humanoidalne potworki. Charakteryzują się one szczególnie wysoką odpornością na rozwijanie w sobie umiejętności samodzielnego myślenia. Nie mają przy tym za grosz tak kiedyś cenionego dowcipu. Jednakże i oni w wyniku genowych mutacji małe mają szanse na ocalenie z powodu kilku trapiących ich infekcji, a to: 

Simonia vulgaris,  Choroba Dwóch Ewangelistów, Horbanidia objawiona, Grzesica postępująca, Gutoza ambiwalentna, Kraskawizna nakaźna, Niedzielica maniakalna,  Dworczyca chroniczna, Kaczyca natrętna.

niedziela, 27 grudnia 2020

SZARGIEJ Tadeusz

 Dzisiaj odszedł na Drugą Stronę mój Przyjaciel Tadzio. Znaliśmy się jakieś 40 lat. Zawsze zwracałem się do Niego z pełnym uszanowaniem hierarchii: Panie Tadziu. Z Jego odejściem zamyka się ostatecznie brama dawnych Suwałk. 

Schorowany był już nieco, i zawsze z przewrotną dumą pokazywał mi kilkustronicowe lekarskie opinie o swoim stanie zdrowia, którym musiał sprostać. Czytałem z trwogą te tabelki i nie umiałem nic powiedzieć poza tym, że wszyscy zmierzamy w tę samą stronę. Pan Tadzio patrzył na mnie w milczeniu i zaraz zmienialiśmy temat naszej rozmowy. Nie będzie więc od rzeczy zapisanie, że kochałem Pana Tadzia. A i u Niego miałem chyba jakąś skrytkę w Jego sercu. Ot, pewnego dnia, i jakby mimochodem, ofiarował mi własnoręcznie zrobiony kozik z dedykacją. Innym razem wyciągnął z szafy swoją skórzaną kamizelkę... Ja sam nie umiałem rozwikłać łączących nas przyjaznych myśli. Swoje odejście, które zapowiadał, odkładałem na zaś.

27 listopada Tadzio dzwonił do mnie, ale nic nie powiedział. Odkryłem ten telefon po tygodniu. Jeszcze tydzień minął i Tadzia odesłali do szpitala. Tam dopisali mu covidiańską morderczą atrapę i odseparowali od rodziny i przyjaciół. (Nie wiadomo więc, czy nie wysłali Tadzia na tamten świat przy pomocy respiratora.) Tadzio odszedł w milczeniu i samotności.  Zapewne do ostatniego tchnienia nie mógł uwierzyć, że o Nim zapomniałem.

A przecież nie było to aż tak dawno, kiedy zimową porą człapałem z determinacją do Suwałk z  zamarzniętej  Bronnej Góry dla reperacji mojego Garbusa. Tadzio witał mnie w warsztacie o fioletowym poranku w swoim zasmarowanym dokumentnie kombinezonie, który mógł stać o własnych siłach. Śmierć nie miała jeszcze prawa do istnienia. Wracałem już po nocy przez śnieżną Puszczę. Ech...

Panie Tadziu, do zobaczenia!



czwartek, 26 listopada 2020

KOŚCIUSZKO Tadeusz

 W sobotę 26 listopada 1796 r. (tydzień po śmierci Katarzyny II) car Paweł I odwiedził Kościuszkę w Pałacu Marmurowym. Przywitał go słowami: Przyszedłem, mój Generale, wolność ci przywrócić. 

Pojmany w krzakach podczas ucieczki z pola przegranej już bitwy pod Maciejowicami, Naczelnik spadł z konia, a otrzymawszy wiele jakoby poważnych ran, duchowi swemu niezłomnemu zawierzył, który nie  pozwolił przenieść Naczelnika w Zaświaty. (Zwykły żołnierz trupakiem zwykłym i obdartym by pozostał). (Generał J.H.Dąbrowski: "Gdy Kościuszko wpadł w ręce Moskalom, miał udo kulą przeszyte, głowę szablą rozciętą i 5 albo 6 ran od bagnetu"). Tedy tak heroiczny Naczelnik Generał dla większej wiarygodności swego pokonanego męstwa stracił na wszelki wypadek przytomność, coby go nie posądzano w przyszłości o nadmierną troskliwość o własny tyłek. A i Czartoryskich, którzy wpakowali w reklamę Kościuszki sporo dukatów, też nie wypadało zawieść nazbyt drastycznie. (Ostatecznie czekała przecież na Kościuszkę powabna zapłata). Tak więc Naczelnik przyjął na swoją głowę cięcie pałaszem korneta Fiodora Łysenki (Lisienki) i dla pomyślności Rzplitej znów zapadł w omdlenie. Nie była to jego ostatnia sromota, bo wedle śledztwa zarządzonego przez Rosjan, Łysenko "śmiał zranić wodza naczelnego bez oporu z jego strony", za co został postawiony przed sądem wojennym. Tak poraniony i bez ducha Naczelnik popadł był w niewolę. Nie omieszkał jednak przed tym aktem wyszeptać: Jam Kościuszko! Co zostało zakomunikowane generałowi Iwanowi Ostafiewiczowi  Fersenowi jako radosna nowina. Onże sam wydał wkrótce ucztę, gdzie pił zdrowie generalskich jeńców.

Po tej maciejowickiej dygresji wypada przejść do konkretów. Naczelnik w niewoli kazał sobie przysłać z Warszawy bieliznę i szlafrok chiński, pościel i buty zimowe, tabakierkę i tabakę,  pieniądze i zegarek. ( I, na wszelki wypadek, znów stracił przytomność po wydaniu takich poleceń). Ale i tak przysłano  nieco więcej, a to: 3 surduty, kaftanik atłasowy, 2 szlafroki, 20 par spodni, w tym 4 pary spodni kaszmirowych, 33 koszule i 23 pary ciepłych gaci, żupan biały sukienny, 3 baranie kożuchy i szlafmycę, 5 par butów wysokich, 18 par pończoch jedwabnych, 7 krawatów... (lista jest długa, a zwieńcza ją wygodny powóz).

A tymczasem szły na wschód paradne karoce polskich magnatów wyładowane wojennym łupem. Jechały w nich żony i nałożnice, służące i kucharki. "Sam Fersen paradował w karecie sześciokonnej zabranej Czartoryskim z Puław. Obok niego siedziała szesnastoletnia dziewczyna", tak piękna i swawolna, że postronnych bolały zawistne serca. I w ten sposób dogorywało serce Rzeczypospolitej. Sam Kościuszko niewielkie miał o tym pojęcie!

W tym kontekście pewnego znaczenia nabiera buchalteria. Generał Kościuszko za swoja maciejowicką klęskę i dwuletni status jeniecki otrzymał od cara Pawła I 12 tysięcy rubli srebrem i tysiąc dusz, które Naczelnik rad był wymienić na brzęczącą monetę. (Kancelaria carska chętnie spełniła tę prośbę i wyceniła owe dusze na 60.000 r.s. Trudno więc orzec, co mieli na myśli caryca Katarzyna II jak i Napoleon Bonaparte, którzy mieli Kościuszkę za głupca). Generał Fersen (Ferzen) po zwycięskiej bitwie maciejowickiej otrzymał order św. Jerzego II klasy i 300 dusz w Inflantach. Żołnierze i podoficerowie dostali zaledwie po rublu.  

Dopisek: W czerwcu 1818 roku miał miejsce pogrzeb Kościuszki na Wawelu, co skłoniło cara Aleksandra I do przyjaznej Polakom manifestacji. Owóż (jak niektórzy powiadają) na jego życzenie, a przynajmniej za jego akceptacją, Senat Rzeczypospolitej Krakowskiej uchwalił wzniesienie kopca ku czci Naczelnika. Pewne jest, że car przekazał znaczną sumę pieniędzy na upamiętnienie Kościuszki. Czyż tak postępują wrogowie? Pytanie to o tyle jest zasadne, że zarówno Austriacy, jak i gubernator Frank, chcieli ten kopiec zniszczyć.