piątek, 24 kwietnia 2020

LIST z Przesmyku Suwalskiego

Gen. bryg. dr inż. Ryszard Parafianowicz: List otwarty do wojskowych
 Szef Sztabu Generalnego WP, generał broni Rajmund T. Andrzejczak, Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, generał broni Jarosław Mika, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, generał dywizji Tomasz Piotrowski, Generałowie, Oficerowie, Podoficerowie i Żołnierze Wojska Polskiego, zwracam się, jak kolega, do Was – wojskowych, którzy kontynuujecie wierną służbę Rzeczypospolitej Polskiej w obronie jej niepodległości i granic, którzy jesteście strażnikami Konstytucji RP oraz honoru żołnierza polskiego.
Koledzy Żołnierze!

Dziś politycy partii rządzącej znowu prowadzą nas do katastrofy. Wszyscy wiemy, że nasze bezpieczeństwo, to nie tylko podpisanie paktów. Nie papierki traktatów dają poczucie spokoju, to tylko dokumenty prawne. Polska przed II Wojną Światową miała ich mnóstwo, ale nie uchroniło to jej przed agresją, nawet ze strony tych, z którymi były one podpisane.

Stosunki z Waszyngtonem są priorytetem dla polityków PiS. Od lat Polska bierze udział w różnych aferach USA. Wbrew oficjalnym deklaracjom polityków PiS, że Amerykańscy żołnierze są na polskiej ziemi, szkoląc się i zapewniając bezpieczeństwo wschodniej flance NATO, Amerykanie robią swoje interesy i próbują demonstrować swoją siłę wojskową.
Po raz kolejny politycy z nas kpią. Posłużyli się kłamstwem dla osiągnięcia swojego celu politycznego. Dokładnie tak, jak w określaniu obrońców niepodległości naszej Ojczyzny „bandytami”, jak w budowaniu atmosfery agresji.

Nastąpiła amerykańska okupacja tak zwana dobrowolna, ale dla nas przymusowa. Przeprowadzenie manewrów Defender Europe 20 w pobliżu granicy rosyjskiej jest oczywistą prowokacją i niejako sugestią, jakoby istotne zagrożenie dla Polski i w ogóle dla całego Sojuszu faktycznie pochodziło właśnie z Rosji. Dzisiaj nad rozumem dominują fobie rządzących. Naszego bezpieczeństwa to nie zwiększa, Polska jest raczej postrzegana jako pole walki.

Liczą się butne hasła dla wyznawców nowej religii kłamstwa, a nie przemyślana polityka międzynarodowa. Pod opieką państwa odradza się ideologia faszyzmu, która uśmierciła wcześniej 6 milionów Polaków. Z bólem w sercu muszę stwierdzić, że płynie ona również z Ministerstwa Obrony Narodowej.

Dzisiaj służycie złu, służycie kłamstwu i budowaniu międzynarodowych podziałów. Pod kierownictwem polityków PiS, nie przyczyniacie się do budowy potencjału obronnego wojska ani też jego morale!

Krew u nas zawsze jest tania, ale tym razem politycy grają Waszą krwią.To Wasze życie, Wasze decyzje i Wasz wstyd!

Ja będę walczył z wszystkimi dostępnymi mi środkami i wykorzystam wszelkie możliwości, aby dotrzymać składanej przeze mnie przysięgi: „…Za sprawę mojej Ojczyzny, w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.”

Z żołnierskim pozdrowieniem, gen. bryg. dr inż. Ryszard Parafianowicz

List ten został opublikowany na stronie Akademii Sztuki Wojennej (cóż za operetkowa nazwa) i wywołał skręt jelit u garniturowej ferajny. Nie mam wielkich oczekiwań wobec generała brygady Ryszarda Parafianowicza (suwałczanina zresztą), ale ciekawe mogą okazać się dywagacje, dlaczego właśnie temu generałowi podsunięto pod nos taki list. Przecież pamiętam, jak się uganiał po Przesmyku Suwalskim w sztabowych grach wojennych dla rzekomej obrony Rzplitej przed rosyjskim agresorem, a suwalskie Radio 5 - rozmiłowane w U.S.Army, podobnie jak suwalski samorząd - relacjonowało to wydarzenie na rusofobicznym bezdechu.


niedziela, 15 marca 2020

MISTYFIKACJA

Niby jest to zwykłe oszustwo, ale przydane jest mistyfikacji wiele zwodniczych dodatkowych wdzięków. Bo przecież łasi jesteśmy szczególnie na takowe wdzięki, które przenoszą nas w rzeczywistość zafałszowaną, w której rozkwita nasze jakże złudne poczucie bezpieczeństwa: od chorób, od zdrady i zaprzaństwa, od śmierci i zapomnienia, od pychy i nieszczęśliwej miłości, i - przede wszystkim - od naszej małości wiekuistej. Kiedy więc przychodzi czas próby, padamy na kolana i paciorkami chcemy obłaskawić własną bezmyślność, która przywiodła nas do zguby. Bo w czasie Zagłady rzekomo jedyną nadzieją jest modlitwa o zmiłowanie do wyświetlanego domyślnie w Niebiesiech od czasu do czasu boskiego hologramu. 
Kiedy w pierwszych dniach września 1939 roku samoloty z biało-czerwoną szachownicą (nasze poczciwe P-7, P-11 i trochę P-24) toczyły powietrzne bitwy nad Warszawą, ludność z zapałem obserwowała te akrobacje dopóty, póki nie spadły pierwsze bomby. Dopiero wtedy wojna ukazała swoje prawdziwe oblicze, które dotąd zdawało się grymasem myślących czarnowidzów.
I dzisiaj, kiedy uwolniliśmy Dżina z butelki, wielu ma nie tylko mokre spodnie, ale jeszcze, Drodzy Rodacy, usiłuje je Wam nałożyć na głowę. Albowiem ta obecna wojna, którą karmimy własnym strachem i głupotą, nie jest i nie będzie podobna do żadnej wojny poprzedniej.

sobota, 7 marca 2020

PUBLICYSTA

Mam w tej mojej pustej głowie wiele pominiętych i zapomnianych "skarg i wniosków" - którym nie umiałem podołać - albowiem zawsze stał na przeszkodzie jakiś trywialny chochlik lub z premedytacją przeprowadzona akcja dezinformacji i pospolitego ściemniania.
Ale zawsze się przecież znajdzie wśród internetowej gawiedzi ceniony publicystyczny kuglarski Publicysta, który sardonicznym uśmieszkiem wybroni każdy umysłowy nadmuchany ekwipaż. (Ta poetycka transformacja stworzyć zapewne może  wiele racjonalnych odniesień, ale nie jest w mocy przywołać dowolnej rzeczywistości, w której akurat przebywamy).
Tedy się nigdy nasz cyrkowiec nie przyzna, komu i gdzie coś uszczknął  lub zwyczajnie ukradł i na własne publicystyczne łąki wprowadził. Czyta tedy po kryjomu teksty pozostających w cieniu - czasem z własnego wyboru - wyrobników pióra i zaraz sprzedaje za brzęczącą monetę cudze wymysły. Przy okazji zbiera wśród biedniackich fundatorów gotówkę na wykup mieszkania w przedwojennej kamienicy, bo gawiedź potrzebuje ulokowanego w zamożnej dzielnicy patriotycznego autorytetu, który duby smalone też czasem prawi i prawić pewnikiem zamierza - okraszone sowicie wiedzą dość dostępną dla w miarę rozumnych przedstawicieli ludzkości. A to wszystko dlatego, by skutecznej wizerunkowej strategii podołać.
I na ten przykład "Bantustan" - zamiennik dogorywającej Rzeczypospolitej - zrobił niebywałą karierę.  Z lubością tedy powtarzają ten synonim dziennikarscy totumfaccy. Ale żaden nie wspomni, komu zawdzięczają pozory własnej umysłowej udręki. I najzupełniej słusznie, albowiem wszystko i tak wepchane zostaje do niszczarki, której na imię wolność słowa.

czwartek, 27 lutego 2020

KORONAWIRUS

Podgrzewana umiejętnie psychoza zbiera swoje zatrute owoce. Każdy, kto używał w ostatnim czasie słowa "Korona" jest podejrzany i wymaga przymusowej hospitalizacji lub natychmiastowego rozstrzelania, jak to ponoć jest regulowane w Korei za potomka Kim Ir Sena. Tedy na początku listy siewców śmierci są Grzegorz Broń Boże Braun i Janusz Korwin-Mikke - Grzesia pomagier w Konfederacji Zelotów. Czeladź wybiegła oto tłumnie na ulice i place pod Wezuwiuszem i skanduje imię boskiego  prezydęta, bo ten tylko jegomość ma religijną moc sprawczą czynienia cudów, a te w katolskiej świątyni w obliczu trujących dymów i modłów cofnąć mogą wyroki, którym na imię Zagłada. Mateczka Boska z pobłażaniem patrzy na rejwach zastraszonej biedoty. Z radiowych, telewizyjnych i internetowych przekaziorów płyną troskliwe zalecenia. Lud wykupuje maski przeciwpyłowe. Prezydent Trump ogłasza, że Hameryka jest bezpieczna! Linie lotnicze wznawiają loty, by roznieść po świecie Dobrą Nowinę.
Tymczasem zapobiegliwi na co dzień tubylcy nie dowierzają tym hasłom, które sami od lat karmią. Straszeni wojną - na tę wojnę bezmyślnie się godzą. I chociaż bronie biologiczne i chemiczne są zakazane na mocy umów międzynarodowych, to  nawet światowi wodzireje mogą się przeliczyć.

sobota, 22 lutego 2020

KUDLIŃSKI Adolf

Yutubowy bohater wielu pogadanek mniej lub bardziej dorzecznych, ale zawsze potwierdzających żarliwe bezinteresowne zaangażowanie wobec tematów, które statystyczny tubylec ma głęboko w rzyci, albowiem nastąpiła redukcja żarliwości i wyrodził się fanatyzm. (Te słuchające go niedobitki tylko potwierdzają pospolitą famę o wyludnieniu Rzeczypospolitej).
I oto został pan Adolf skazany na pół roku odsiadki w więziennych kazamatach za to, że stanął w obronie kradzionych kieleckim babinom  borowików. (Nie da się zaprzeczyć, że podejrzewani o ten niecny proceder napaści na borowikowe niewiasty także byli godni litości). Litości jednak nie miała ślepa Temida i w tempie ekspresowym zaciągnęła złoczyńcę Kudlińskiego na szafot, bo w jego wieku pobyt w cytadeli ma marne rokowania zdrowotne. Kiedy więc słyszymy o opieszałości polackich sądów, sterowanej politycznie prokuraturze i policyjnej mafijnej przemocy, to wszystko możemy między bajki włożyć i już z czystym sumieniem głosić publicznie paciorki na ofiarnym ołtarzu ginącej Rzeczypospolitej.


czwartek, 20 lutego 2020

SŁUP

Słup zrobił niebywałą karierę w tzw. III Rzeczypospolitej. Niby to stoi zwyczajnie przy drodze i spełnia funkcje podrzędne. Ale jak przyjrzymy się Słupowi trochę bliżej, to Słup wiele zwodniczych wdzięków zawdzięcza Joli i Olusiowi prezydęcikowi, co to od nadużywania trunków nie umiał się powstrzymać, hołdując w ten sposób patryjotycznej tradycji. 
Tedy i  kazimierska willa - kupiona niedorzecznie na Słupa - jawi się jako niezbywalna część prezydęckiego majestatu. Z tego powodu największą egzystencjalną troską Słupa jest poświadczenie własnego nieistnienia. Nie musi się Słup wszakże specjalnie wysilać, bo robieni w bambuko tubylcy przełkną każdą brednię. 


czwartek, 6 lutego 2020

GRZESIO

My, samozwańczy plenipotenci dokonań naszych Pradziadów, krzykliwi i grymaśni, nieucy i szalbierze, trybuni ludowi za pięć groszy i nadmuchani zepsutym powietrzem katole spod znaku "szczęść boże", wiarołomni turniejowi rycerze i yutubowi konferansjerzy!
Nie do was gadam, ale do Grzesia, którego spotkałem w Suwałkach na Placu Konopnickiej, gdy kuśtykał ze swoim psem z luźną łapką. ( Pies potrzebował poważnej operacji).
Na nic się jednak zdały moje troski, bo Grzesio zatrudnił się do prac budowlanych na suwalskim stadionie. I tam wiatr porwał bezmyślnie ustawioną turniejową osłonę rezerwowych piłkarzy, bo w czasie robót obchodzono święto kopanej piłki - nie bacząc na zastawioną na boisku pułapkę. I zdmuchnęło Grzesia do wykopu, gdzie sterczały z betonu zbrojeniowe pręty. Jeden pręt przebił Grzesia oko i wyszedł tylną stroną czaszki. Grzesio jakimś cudem przeżył, ale po pewnym czasie wyekspediowano Grzesia do białostockiego hospicjum, bo obrzęk mózgu nie rokował dobrze. I cicho sza!
Nie wiem, w jakim wymiarze przebywa teraz Grzesio. (Wiem, że jest w stanie wegetatywnym). Nie wiem, gdzie jest jego pies Szakira. Nie wiem, jak dotkliwa powinna być kara za kunktatorskie milczenie. Wprawdzie sąd wydał wyrok na budowlaną firmę i zasądził śmieszne odszkodowanie, ale pozostawił w spokoju suwalskich ratuszowych jajogłowych.  Dla nich mam wystawione na rogatkach dyby! Nie tylko za Grzesia!

piątek, 24 stycznia 2020

GUBERNIA Generalna



Dla potwierdzenia tezy Władimira Władimirowicza Putina o rozpoczęciu przez Polskę razem z III Rzeszą II Wojny Światowej, wyszperałem w moim archiwum dowód okolicznościowego upamiętnienia tego faktu. (Stemple i znaczki są jak najbardziej oryginalne). Polska, pod opieką Armii Czerwonej i w uznaniu swoich wojennych zasług została przemianowana na Generalne Gubernatorstwo. (Trochę wcześniej - w zaborze rosyjskim -  Rzeczpospolita była podzielona na gubernie)! Tak więc jest wzór dla geopolitycznej wystawki. 

poniedziałek, 6 stycznia 2020

GNIAZDO orle

Straszne lamenty podniosły się nad Wisłą, bowiem orzeł, spętany przez polackie pospólstwo, otrzymał pstryczka w dziób od Jewo Wieliczestwa Władimira Putina. Nic to, że zarzuty te łatwo odeprzeć. Bowiem dość tragikomicznie brzmi radziecka wykładnia, że Armia Czerwona z Polakami po 17 września 1939 roku nie walczyła, więc nic Polsce nie odebrała.  Dwuznacznie także brzmią słowa o polskim antysemityźmie, bo zachowała się jakaś zdobyczna karteczka z Berlina, gdzie zaprotokołowano słowa ambasadora Lipskiego, a J.W.Putin na tej podstawie nazwał tego frankistę "antysemicką świnią". Ale przecież to sami Żydzi projektowali ewakuację wschodnioeuropejskich Żydów, bo ich marzenia o własnym państwie ulokowane były także w Ugandzie. (O przesiedlaniu całych narodów w bolszewickim horrorze nie trzeba wspominać).Tedy Jewo Wieliczestwo trafił kulą w płot, zarzucając Polakom przygotowywanie holocaustu Żydów w Afryce. (W taki oto sposób odpowiada nam  Rosja na nasze kalumnie i burzenie pomników). I tak można by pochylać się nad każdym słowem i porównaniem, brać się za bary w syberyjskiej chłodni, dać sobie w mordu i wypić następny litr samogonu, dobywać szaszki w styczniowym buncie 1863 roku i nagana nad katyńskimi dołami w 1940 roku.. I możemy tak bez końca się siłować, gdy ktoś inny czeka, by Polak i Rosjanin zwyczajnie opadli z sił, by ich wybrać z orlego gniazda jak ślepe pisklęta.
A tuż przy granicznym murze mruga tryumfalnie oko zdradzieckiej i bezmyślnej antypolskiej rusofobii  nad Wisłą.
FINIS POLONIAE! - tych słów nie zdołał wypowiedzieć nieszczęsny Kościuszko, dlatego pozostał nam honor, byśmy wypowiedzieli je sami. Bo też osamotnienie stało się naszą racją stanu!

P.S.
Nie wypada też przypominać, skąd się wzięły na polskich ziemiach takie masy uchodzącej za Żydów biedoty. Imperium było wszak wspaniałomyślne i obdarowało nas takim prezentem. (A taki np. car Aleksander III Żydów miłował jakoś szczególnie). Kiedy w 1906 roku premier  Stołypin przedłożył Mikołajowi II projekt równouprawnienia Żydów, ten w poczuciu szczególnej odpowiedzialności za Rosję i testament swego ojca - odmówił jego podpisania. Powinniśmy też zapomnieć żołnierzy RONA (Russkaja Oswobodzitelnaja Narodnaja Armija), mordujących ze szczególnym historycznym uzasadnieniem cywilną ludność Warszawy. I jeszcze choćby obławę augustowską i rzeź Pragi. A i z mojej rodziny cztery osoby przeszły przez wieloletni GUŁAG i choć przeżyły, to piąta, Filip Gagucki, zaginęła bez wieści, co skrywają wstydliwie moskiewskie archiwa. I jeszcze, bo to nie koniec listy, podporucznik Rudolf Frosztęga, skrępowany powrozem nad katyńskim dołem.
Jestem więc w bolesnej sytuacji. Ja tu zabiegam o pamięć dla Rosjan pochowanych na suwalskim cmentarzu, a Jego Imperatorska Wysokość Władimir Putin kopie mnie imperatorskim buciorem.
Władimirze Władimirowiczu, ulżyjcie sobie, skoro macie taką potrzebę! Ale to błąd! A jak wiadomo, w polityce nie ma większej niźli błąd zbrodni!

niedziela, 1 grudnia 2019

MOJE Zwierzęta








Na górnym zdjęciu moje stado podstawowe, czyli Szajka: od lewej strony Mrówka, dalej Ciapek, na szezlongu królowa Rysia, a na świerkowych deskach podłogi dziczek Szaruś. (Cała Szajka to Zwierzaki przygarnięte). Niżej Jej Książęca Mość Donna (OO), zaś pod spodem mityczny Gandalf  w całej (prawie) okazałości.
Tak więc już ta krótka prezentacja powinna zdradzić, gdzie znajdują się moje myśli i uczucia. Bo przecież nie w nakręconej katarynce prawo i lewobrzeżnej Warszawki, która tak ci powiada w publicystycznym natchnieniu: "Ja bardzo lubię zwierzęta - nie wyobrażam sobie posiłku bez nich!" -   (Gadająca Głowa Ziemkiewicza).
Niemoc powszechna także w ten sposób się objawia, że tłumek  złotoustych konferansjerów chce Polskę zakrzyczeć. Któryż to jednak na sztandar wynosi niedolę naszych polskich Mniejszych Braci? Tylko nieliczni wspominają o niszczonych mocarnych pogańskich drzewach, o złupionym polskim krajobrazie, w którym koczują spotwarzone Duchy naszych Przodków, o masakrze Zwierząt w polskich lasach albo masakrze drzew (dokonanej już i planowanej) w Wigierskim Parku Narodowym, który od dawna jest swoją atrapą. 
Kiedy więc podchodzi do mnie na wyciągnięcie ręki Gandalf, kiedy zbliża swoje wilgotne chrapki do mojej twarzy i potem spokojnie koło mnie skubie sobie siano lub kładzie się u Donnki i zasypia - wtedy wiem, że przeszedłem już na Drugą Stronę, gdzie bezmyślne pospólstwo nie będzie miało wstępu. I tam słyszę cichy szelest liści, zawołanie zaskoczonej Wiewiórki, stukot Czarnego Dzięciołka, plusk Bobra na dawnej Czarnej Hańczy, szept ufny Gandalfa i zamierające buczenie Bąka.
Przepiliście naszej babci domek mały - powiadają Zwierzaki. 

P.S.
11 marca roku wiadomego, kiedy Zaraza sparaliżowała tubylców, my pojechaliśmy do schroniska  Cyganowo w Sejnach, aby przynajmniej jedną Istotę uratować. I jest z nami Masza, która od szczeniaka w schronisku przebywała. Błotniak poszedł z Maszą na spacer i się zakochał. (To prawdopodobnie jedyna bezinteresowna miłość). Jest teraz Masza w Bronnej Górze i wszyscy jesteśmy szczęśliwi. To taka prosta recepta na godziwe życie.


sobota, 26 października 2019

HOLOUBEK Gustaw

Do napisania tej laurki skłoniła mnie prześmiewcza filmowa wypowiedź Jerzego Nasierowskiego, który w okazałym biustonoszu biegał z latawcem, podtrzymując przy pomocy tego rekwizytu swą opowieść o aktorze Holoubku. Zrazu więc zachwyciłem się jego cyckami, którymi Nasierowski chciał mnie nikczemnie zahipnotyzować. Tego rodzaju afirmacja musi się jednak zawsze źle skończyć, co zapodaję bezinteresownie przyszłym adeptom podobnych kursów.
Owóż we wczesnym dzieciństwie i po raz pierwszy na żywo widziałem Holoubka w Alejach Ujazdowskich na kiermaszu książki. Szedł otoczony drugą chyba żoną i niebiańską poświatą, w której nikła siermiężna doczesność. Panie mdlały z zachwytu. Oto Wielki Aktor Dziejów panią Walewską chędożył swoim mikroskopijnym przyrodzeniem na planie filmowym. (Czy Beatę Tyszkiewicz podobnie zażył - tego nie wiem. A była Beatka warta grzechu, gdy ją spotykałem w hollyjudzie na Łąkowej). Następnym razem spotkałem Holoubka w windzie Pałacu Kultury.  Spoglądał na nas z porozumiewawczym uśmieszkiem, albowiem udawaliśmy się właśnie na konspiracyjne spotkanie w gabinecie Jerzego Koeniga, który pełnił literacką rolę w Teatrze Dramatycznym. Tak więc Holoubka można obracać na wszystkie strony i nikogo nie powinno dziwić, że w filmie debiutował w roli Feliksa Dzierżyńskiego. Mnie najbardziej zadziwia, że dopiero po wielu dublach Maria Walewska  zaszła w ciążę z cesarskim plemnikiem. I tak się Historia Polski przez dzieje przewrotnie toczy.

niedziela, 13 października 2019

POKOT wyborczy

"Wielkość narodu i jego postęp moralny można poznać po tym, w jaki sposób obchodzi się on ze swymi zwierzętami". (Mahatma Gandhi)
Pani doktor Ewa Kurek ma odmienne zdanie i tako rzecze: : "Ja bardzo kocham zwierzęta, ale uważam - tak jak ś.p. zmarły wczoraj profesor Szyszko - że polowania po prostu służą zwierzętom, przyrodzie i wszystkim". (Dlatego jakiś zdesperowany Jeleń lub Dzik wystrzelił w końcu w stronę proffessorskiego zada w obronie własnej rodziny, bowiem Proffessor lubił brać udział w rzezi drzew i zwierząt).  Jeszcze inny  internetowy bogoojczyźniany maestro ogłasza z zajadłą dezynwolturą, że trzeba nauczyć się zabijać sarny, dziki, łosie, jelenie i wszystko, co w lesie żyje - więc nie ma prawa do istnienia w naszym popierdolonym cywilizowanym świecie - bowiem nauczymy się w ten sposób strzelać, co naszej powstańczej unicestwiającej frazeologii przyniesie wymierny pożytek.
A więc Pokot, czyli ludyczne święto zdeprawowanej tubylczej ludności - pożeraczy zwłok - której ktoś lub coś pozbawione rozumu nadało wyborcze prawa. Zaprawdę, taki głos nie jest wiele wart - co widać wokół gołym okiem. Tylko cierpienie zwierząt i dzieci w hospicjach trudne jest do oszacowania. Rachunek otrzymamy niebawem. Pisemna zgoda na likwidację Rzeczypospolitej nie jest już potrzebna. Wystarczy postawić krzyżyk.

sobota, 5 października 2019

DŁUG

Wprawdzie wielu uważa prywatny dług i państwowy za zobowiązanie nie mające żadnych skutków, ale pozbawiona dowcipu codzienność przeczy tak radykalnie zamazywanej rzeczywistości.
Otóż nawet baron Kronenberg miał taką patriotyczną powinność, by na Powstanie Styczniowe łożyć, nie bacząc na straty w bankowej buchalterii. Liczyła się bowiem nie tyle strata, co zyski z tak pojętej straty.
Dzisiaj wielu imbecyli oskarża Edwarda Gierka o nadmierne zadłużanie Polski. Ale niechaj policzą te trefne wprawdzie dolary i gdzie się one podziały! A tu żadnej wdzięczności - jeno kamień grobowy na piersi. I prostackie prześmiewcze kawałki.
Kiedy więc z lubianym przeze mnie Andrzejkiem K. się spotykam, który prawi mi o zmniejszaniu polskiego długu za rządów Dobrej Zmiany, to przecież nie mam śmiałości by mu powiedzieć, że dług ten zwiększa się o blisko 100 milionów PLN codziennie, bo tak zadłuża Polskę na swoje polityczne potrzeby jego ulubiona Kaczka Dziwaczka. (A jeszcze i w tle mam  wypowiedź premiera Morawieckiego - chyba niezbyt z Naczelnikiem uzgodnioną - że "należymy do ośmiu najbardziej zadłużonych krajów świata, a na pierwszy rok funkcjonowania 500+ wzięto 20 miliardów PLN kredytu").
Tymczasem - co zdaje się już nie do wytrzymania - wokół słyszę beneficjentów 500+ - którzy za te kilka banknotów tracących sukcesywnie swą wartość, gotowi są spopielić cały kraj, czyli Polskę.
I za ten spłachetek polskiej ziemi ginęli na darmo nasi lotnicy i husarze, żołnierze i obozowe ciury, rozstrzelani w Palmirach i zamęczeni na Pawiaku...
Polsko, nie jestem ciebie godzien!
Takie powinno być hasło na sztandarze.

piątek, 20 września 2019

SEX sejmowy

Jest to myśl polityczna umocowana w kilku numeracjach Rzeczypospolitej. Boć przecież nie od dziś wiadomo, że władzę nad śmiertelnikami dają sex, religia i pieniądze. Co wystarcza wielu za jedynie właściwą projekcję rzeczywistości zamieszczoną w triadzie: bozia, honor, ojczyzna. Dlatego ważnym, choć zapomnianym niesłusznie jest literacki opis obyczajów "hrabianki" Anastazji Potockiej (Marzeny Domaros), gdzie główne role grają jej kolejni kontrahenci do dupcenia. Bo przecież, co wynika z tej kroniki - czego  Długosz, Gall Anonim, Kadłubek i Pasek jej zazdroszczą - przepuściła pani Marzena (ciepła w rzeczy samej kobitka w jarmarcznym stylu) przez swoje łono kilka znaczących w swoim czasie politycznych kukiełek. Bo, za przeproszeniem, jak takiemu wybrańcowi ludu członek spodnie rozrywa wskutek nadmiernego obcowania z płcią piękniejszą, to zazwyczaj wskutek tej boskiej ingerencji pozostaje on w poszarpanych gaciach i bez zbroi - a przecież pole bitwy o pomyślność i dalsze istnienie  Rzeczypospolitej jest w tym wymiarze dość odległe. 

poniedziałek, 9 września 2019

KARUZELA wodzów

Otóż mieliśmy wodzów naczelnych w ciągu niespełna roku trwania Powstania Listopadowego aż JEDENASTU -  bo tyleż było nominacji. I tu otwiera się brama Wesołego Miasteczka, w której koń wodza naczelnego tak często zmienia swego jeźdzca.

gen. Józef Chłopicki: 3 grudnia 1830 - 17 stycznia 1831
gen. Michał Radziwiłł: 20 stycznia 1831 - 26 lutego 1831
gen. Jan Skrzynecki: 26 lutego 1831 - 12 sierpnia 1831
gen. Henryk Dembiński: 12 sierpnia 1831 - 16 sierpnia 1831
gen. Ignacy Prądzyński: 16 sierpnia 1831 - 17 sierpnia 1831
gen. Henryk Dembiński: 17 sierpnia 1831 - 19 sierpnia 1831
gen. Kazimierz Małachowski: 20 sierpnia 1831 - 7 września 1831
gen Kazimierz Małachowski: 7 września 1831 - 10 września 1831
gen. Maciej Rybiński: 10 września 1831 - 23 września 1831
gen. Jan Nepomucen Umiński: 23 września 1831 - 24 września 1831
gen. Maciej Rybiński: 24 września 1831 - 5 października 1831



czwartek, 22 sierpnia 2019

GAGUCKA Maria


Matka moja, zamordowana przez Najświętszą Panienkę Królową Polski i jej katolickich wyznawców (lubo Jahwicznych  bałwochwalców) w 33 wiośnie życia. Kiedy umierała, kazano mi, dziewięciolatkowi, masować Jej stygnące serce. Na parapecie stała gipsowa morderczyni z uspokajającym uśmiechem. Obok paliły się świece, jako namiastka wiecznego ognia i złudnej nadziei, że owa matka rzekomego Zbawiciela ma jakąkolwiek moc sprawczą. (Dlatego zaniechano wszelkiego wołania o lekarską pomoc). Tedy - choć po latach - zgłaszam niniejszym do Prokuratury przypadek zatajonego morderstwa mojej matki, Marii Gaguckiej, urodzonej w Bronnej Górze na Polesiu, na której dokonano zbrodniczego szarlatańskiego eksperymentu autorstwa katolickiego fanatyzmu i ciemnoty. Wtedy właśnie, w te dni gasnącego światła, wszystko zostało załatwione i zatajone w imię czystego katolickiego sumienia - i wystawiono lipny akt zgonu. ...Choć pewnie, zanim nieodwołalnie umarła, jeszcze można było Ją uratować. Ona sama nie mogła już wezwać pomocy, bowiem rychło straciła przytomność, a ja z dziecięcą wiarą ufałem w mądrość dorosłych. (Ważniejsze jednak były modlitwy do figury zastygłej w majestatycznej pozoranckiej pozie.) ...O poranku próbowałem otworzyć Jej umarłe oczy.
Dlatego powiadam: Zgiń i przepadnij i od naszych wrót odstąp katolski fantomie. Ileż jeszcze chcesz krzywd wyrządzić w Naszym Kraju? Zgiń i przepadnij po stokroć i wszędzie, gdzie ścielisz swoje miazmaty, legnij wreszcie i sczeźnij, w proch cuchnący się obróć. A jeśli jeszcze gdzieś twoje truchło się ożywi - zdechnij zatruty przez własne wyziewy.
I niechaj Bogowie - w ostatniej scenie - przynajmniej moją Łzę przytulą. Widzowie niczego i tak nie zauważą.






Nutki pisane przez Marysię

Wszyscy otumanieni religijną emfazą i współwinni - już dawno nie żyją. Jednakże "żyje" jeszcze i wciąż ma się dobrze główna sprawczyni ofiarnego mordu na mojej Matce. To figura gipsowa pomalowana tandetnie, która zwodzi i ku śmierci prowadzi. A imię jej Matka Boża.
Sąd tedy z mojego oskarżenia i w imię równości wszystkich wobec prawa powinien odbyć się niezwłocznie. Oskarżona, tzw. Matka Boża (etc.) ma się stawić na rozprawę lub powinna zostać doprowadzona. Wyrok zdaje mi się oczywisty! Potem runą kościoły i plebanie. Klechy w pył wygnańczy gościńców się zamienią. I tylko Wisła trwać będzie  "z ramionami pod głową" ...



GIEWONT

Właśnie piorun walnął w Giewont i zmasakrował kilku turystów, w tym także dzieci. Najwyższy to czas, by krzyż żelazny z Giewontu znieść i przetopić w hucie na swoiste paciorki. Katole mogą się modlić na nizinach w ustronnych miejscach, bo to wstyd. Najwyraźniej znów Najświętsza Panienka - Królowa Polski miała swoich poddanych w głębokim poważaniu. Kuchnia tej Dobrodziejki przygotowuje niechybnie - jak to już drzewiej bywało - polski stos ofiarny.

GOULD Glenn

Gould - Wieczny Chłopiec. Aby nim pozostać upiłował nogi swego odrapanego i skrzypiącego, czyli ponad miarę zużytego krzesełka. Tedy klawiaturę miał tylko nieco powyżej brody, jak niegdyś, gdy nogami starał się sięgnąć do pedałów. Mruczał przy tym i podśpiewywał, co jest wskazówką, że grał tylko dla siebie i gwiazd. A te wyposażyły go w umiejętność pamięciowego rozwiązywania matematycznych operacji tak nieskończenie bliskich muzyce. Dlatego używał mowy ludzkiej bez żadnego powodzenia. Męczył tedy swoich przyjaciól wielogodzinnymi nocnymi telefonami. A oni zasypiali zasypywani jego monologiem. Kiedy budzili się po godzinnej drzemce - Gould wciąż do nich mówił niezrażony ich milczeniem, więc znów zasypiali. A on grał te swoje Wariacje Goldbergowskie, które Bach skomponował na dobre sny hrabiego Keyserlinga.
I ja wśród tych usypiających kaskad w kątku pod cudzym fortepianem dorastałem, ażeby znów w wieczny sen się obrócić. Gould dociągnął zaledwie do pięćdziesiątki - i miał ku temu wyraźny powód.


niedziela, 11 sierpnia 2019

CIUPCIANIE

W zamierzchłych czasach pojęcie to wytłumaczyła mi z szelmowskim błyskiem w oczach  pewna pół wieku z hakiem starsza ode mnie matrona, której seksualna inicjacja przypadała zapewne jeszcze na początek wieku dwudziestego. W młodzieńczym osłupieniu i wstydzie wysłuchałem więc sentencji o rubasznym sarmackim rodowodzie, co niewiasta owa przyjęła z prawdziwą satysfakcją:-"Lepiej ciupciać bez miłości, niźli kochać bez ciupciania"! - rzekła z filozoficzną zadumą. W zakończeniu tego erotycznego monodramu dodała  informację, że to babcia przekazała jej tę maksymę, kiedy była dorastającą jeszcze dziewicą  - na wzór i podobieństwo Najświętszej Panienki.
A wspominam tę historię dlatego, że ciupcianie  (z 14-letnią ukraińską dziewczynką przymuszoną do prostytucji) zasłużonej pierwszej sejmowej baletnicy "Penelopy" Kuchcińskiego w podkarpackim burdelu nosi wszelkie znamiona polackiej racji stanu, realizowanej przy udziale floty powietrznej, oddanej wspaniałomyślnie przez tubylców do dyspozycji chuci "Penelopy". 
Nie mają tedy racji utyskujący malkontenci, że ginie w narodzie tradycja. Ona wręcz zyskuje jeszcze bardziej wielowymiarowy kształt, bowiem dopełnia ją polityczna pornografia likwidatorów Rzeczypospolitej.

sobota, 3 sierpnia 2019

RABINI operacyjni

Termin użyty przez majora "Gromskiego", "Gozdawy" (Tadeusza Wardejn-Zagórskiego), w meldunku ze Starego Miasta w dniu 25 sierpnia 1944 roku: "Wśród rabinów operacyjnych (III-ka i II-ka) - dalszy wybuch pewności siebie i nonszalancji". Niedaleko był Delegat Rządu i świta.

Nie będzie więc od rzeczy wspomnieć i o tym, że generalnej pacynce  mało było warszawskiej hekatomby, bowiem w podniosłym generalskim nastroju wydała w dniu 23 sierpnia rozkaz (na szczęście zignorowany) rozpoczęcia powstania w Krakowie.
Bór-Komorowski był dobrym kawalerzystą, w co wierzę. Ale na jego szarżę zasłużył tylko jego koń!

niedziela, 23 czerwca 2019

KUKIZ Paweł (II)

D.U.P.E.K. i Ignorant (Patrz: słownik wyrazów obcych). Polityczny inwalida i sejmowa chroma primabalerina w trakcie Wniebowstąpienia. Trybun Białego Domku na wariackich papierach. Sowietolog spóźniony. Rozrywkowa odsłona polackiego parlamentaryzmu.
(Druga edycja)

poniedziałek, 3 czerwca 2019