sobota, 5 listopada 2016

JAKUBOWSKI Felek

Nie wiedział, że został namalowany przez Józefa Chełmońskiego i przez roztargnienie pozostawiony na tym padole ku zgryzocie i poniewierce. Tak czy owak pełnił swoją rolę włościanina z godnością i nigdy się nie splamił innym narzędziem jak sierp i kosa osadzona na drewnianym stylisku. Ubierał się także zgrzebnie w białe lniane koszule i portki. Kiedy wracał z łąk wysoko na wozie z sianem, nie było jasne, czy mamy do czynienia z oryginałem czy też z żyjącą kopią.
Kiedy niespodzianie umarł – choć miał już swoje lata – w Klubie Angielskiego Gentlemana, którego byłem zaszczytnym prezesem, akurat odstawialiśmy trzecią półlitrówkę pod stół na trzech. Byliśmy więc w znieczuleniu sposobnym, aby równie godnie przyjąć tę wiadomość. Czas był okrutnie jesienny, więc nie było miejsca na teatralne deklamacje. Tedy jako pierwsi żałobnicy, potykając się w ciemnościach, udaliśmy się w trzyosobowym pochodzie do pobliskiej chałupy.
Felek faktycznie siedział pod oknem i nie oddychał. Cieplutki był. Niewiasty podniosły swoje głosy wysoko: on przecież dopiero co zjadł ze smakiem kaszkę! Jeśli jednak to trup już jest, to trzeba go czym prędzej ubrać odświętnie do trumny, bo zesztywnieje!
Tak więc przystąpiliśmy do dzieła i dalejże zrywać z Felka jego nieprzystojne dla majestatu śmierci lniane portki, coby go w odświętny garnitur przyodziać, bo Charon akurat może mieć chandrę.
Felek wciąż nie protestował i nawet miałem wrażenie, że liczy na promocję w edycji pornograficznego filmu. Albowiem jego sterana na żęciu zboża kuśka nam się ukazała w całej okazałości. A było na co popatrzeć!

Felek, co to w młodości nawet na skrzypkach i własnym fagocie pannom też potrafił bez antykoncepcyjnych środków przygrywać, odziany w dostojne śmiertelne szaty, stygł sobie powolutku na stole. A my wróciliśmy do czwartej półlitrówki, bo tak nam nakazuje polacka wierność dla śmiertelnego sztandaru.


poniedziałek, 12 września 2016

PITOŃ Sebastian

Prawie odkrycie na miarę zatopionej Atlantydy, a to raptem góral w kapeluszu z muszelkami gadający u podnóża Tatr. 
Pitoń TV zastąpić może wszystkie wieczorne telewizyjne pogadanki, a nawet misia z okienka i tasiemcowe seriale edukujące tubylczy tłumek udający się na mszę. Wszakże patrzy sobie pan Sebastian na te swoje góry ze szczególnym sarkazmem, albowiem postuluje likwidację Tatrzańskiego Parku Narodowego, rozbudowę na odzyskanych dla górali terenach kolejek, wyciągów i nartostrad, budowę hoteli w tatrzańskich dolinach oraz wykucie w Tatrach tunelu na drugą stronę piekła, czyli to wszystko, o czym już przed ponad stu laty "marzył" Jan Gwalbert Pawlikowski, domownik słynnej Witkiewiczowskiej chałupy. – Mam wszakże tę uporczywą wątpliwość, czy nie staliśmy się aby zanadto infantylni dla realizacji tak baśniowych wizji. 

piątek, 19 sierpnia 2016

KACZYŃSKI Jarosław

Klęcznik Jarosława Marka Rymkiewicza. Figurka z otoczenia Matki Boskiej Pisowskiej. Odlew gipsowy maski pośmiertnej Piłsudskiego. Pośredni sprawca katastrofy smoleńskiej. Plenipotent szalejącej Śmierci. Egzekutor Andrzeja Leppera. Grabarz polskiej myśli politycznej. Żoliborski sztukmistrz bogoojczyźniany. Klawisz w więzieniu na Rakowieckiej. Strateg w fabryce pluszowych misiów. Patriota banderowskiej odmiany Chazarii. Ojczym prezydęckiej Marionetki.
Umysłowa Nicość – czyli flaszka na dwóch po dowolnej stronie księżyca! 

wtorek, 9 sierpnia 2016

MERCEDES 123

Od zawsze budził moją skrywaną tęsknotę. Kiedy więc zasiadłem wreszcie za sterami 123 z dieslowskim silnikiem o mocy zaledwie 60 koni mechanicznych – moja tęsknota zamieniła się w zdecydowaną pychę, albowiem spełnienie marzeń rodzi różne aberracje. Wszakże 8 lat wspólnego na tym padole przebywania, zrodziło z czasem bardziej racjonalnie udokumentowaną fascynację, która wciąż ma się dobrze. Razem więc okrążyliśmy naszą Ziemię po równiku przynajmniej trzykrotnie i wszelkie podejrzane pytania o awarie są co najmniej niestosowne.
Rozstałem się z moją dwusetką tylko dlatego, że nie umialem odegnać bardziej perwersyjnych mechanicznych chuci. A ich symbolem był 123 kombi z trzylitrowym silnikiem, pięcioma cylindrami i 88 końmi, które wszystkie pasą się zawsze tylko na moich łąkach. Tym zaprzęgiem powoziłem przez następne 140 tysięcy kilometrów (bez żadnej awarii), by w wyniku mojego umysłowego zamroczenia powierzyć moje cacko Fagociście z zespołu "Śląsk", który nie umiał docenić mojej bezinteresownej determinacji. 
I oto właśnie, po jedenastu latach, wrócił do mnie (wprawdzie mocno sfatygowany przez owego Fagocistę, jako wyrzut sumienia katowskiej profesji) mój zielony 123 kombi z całą swoją mocą, która nie jest z tego świata.


(Pałac w Nieborowie latem roku 1997. W tle mój przybrany ojciec, architekt Mieczysław Piprek, zakładający deszczową kurtkę).

wtorek, 31 maja 2016

BLAGIER

Rachityczna emanacja smoleńskiej mgły, usiłująca z elokwencją polackich standardów naśladować barona Münchhausena: – oto Chris Cieszewski, ołowiany żołnierzyk i kłopotliwy właściciel bredni, gwiazdorski tancerz na kartach sfałszowanych rzekomo akt bezpieki: złożony z rozmytych pikseli w Świątyni Pisuaru, które agenciaki z CIA uznali za najbardziej wiarygodne, albowiem  hamerykańska wojenna sraczka  robi za polską rację stanu.

środa, 25 maja 2016

PIWO

Wprawdzie Mateusz Piskorski zażywa wolności posiadania niesłusznych poglądów w celi na ulicy Rakowieckiej; wprawdzie zdarzenie to ma pojemny wymiar symboliczny, ale ja krotochwilnie oddam się piwnym dywagacjom, coby polskiej martyrologii nie czynić aplauzu.
Tak więc chciałbym przypomnieć politycznym katolskim doktrynerom, że wybitny dość prezydent ich umiłowanej Hameryki, Mr. Benjamin Franklin podawał, że istnienie Piwa jest największym dowodem na istnienie Boga!
Musiał Franklin to spostrzeżenie ściągnąć od szlacheckich Sarmatów, bo ci, jako żywo, bez Piwa ani na wojnę, ani na katolską mszę udawać się nie myśleli. Chlali więc równo średnio trzy litry Piwska dziennie – co odkryli skrupulatni badacze – i z takimi procentami wybierali Sasa zamiast Lasa. Tedy, co zapodaję na marginesie, także Orzeł Biały musiał być wczorajszy!
W przedawkowaniu więc Piwa widzę praprzyczynę obecnej przewalanki, której niechcianym patronem zdaje się być więzień polityczny IV RP Mateusz Piskorski.

piątek, 20 maja 2016

RACHOŃ

Wtrącenie do pisowskich kazamatów Mateusza Piskorskiego, zdaje się być dopełnieniem prowokacji wobec Andrzeja Leppera. Autor ten sam, chociaż tak wyspowiadany i rozgrzeszony przez Marionetkę. Zaraz się też służbiście odezwały pomniejsze marionetki, pełniące role dziennikarskich wykidajłów i grabarzy. W dawnych czasach orkiestra pod dyrekcją Rachonia zapełniała fale Polskiego Radia z poczuciem słusznej misji. Wtórowali Rachoniowi harmoniści Wesołowskiego i mandoliniści  Ciukszy. Dzisiejszy zaś Rachoń tak sobie rachuje, że grać umieć nie musi, bo z całej orkiestry wystarczy Rachoniowi policyjna pałka, hamerykański żołdak i umiłowany destruktor "naczelnik" jako dyrygent.

środa, 18 maja 2016

ŚWIR

Zwykle Świr zakręcony jest w lewą albo w prawą stronę. Dlatego może pełnić pożyteczną rolę w uprawie ugoru. Czasem jednak przemienia się w obłęd albo manię. Dla tych porównań jedynie skuteczna wydaje się patryjotyczna psychoza. Dlatego 59% uczestników tubylczej ankiety jest jak najbardziej zdrowych na umyśle. Pozostałe 41% wymaga policyjnej psychiatrycznej hospitalizacji. Antek Policmajster w białym fartuchu dokona ostatecznej selekcji.

środa, 11 maja 2016

BEŁKOT

Wedle słownikowych wyjaśnień: niezrozumiała mowa, nieartykułowane dźwięki, pijacki szmer, bulgotanie. Tak ocenia moją twórczość Jerzy P. – skądinąd bohater  "Abecadła". To krystaliczne źródło mowy ojczystej ma solidne umocowanie w fanatycznym kółku różańcowym, które nie ma w  swojej konstytucji zmiłowania ani dla siebie, ani dla adwersarzy. 
Tedy pokornie radzę: nie silić się na projekty ponad własną miarę!
Samo przejdzie!


środa, 4 maja 2016

MICHALIK Eliza

Zgrabna szpilka. Dość tępa stalówka. Cztery lata w portkach Gumki Majtek Sakiewicza – paranoicznego rusofoba i kawalera orderu banderowskiej odmiany Chazarii – zażywała publicystycznej ekstazy.
Eliza... – ten utwór ćwiczyłem bez końca na moim pierwszym fortepianie. Osiągnąłem nawet pewną biegłość w pasażach, ale Eliza uparła się grać na flecie prostym pod publicystyczną kołderką. 
I teraz mogę być zaledwie marnym przyczynkiem do Elizy internetowej maskarady, bo Eliza umie z wdziękiem naciskać odpowiednie klawisze, które ja kwalifikuję do strojenia. 

środa, 27 kwietnia 2016

1066

Ustawa ta, wprowadzona na terytorium Rzplitej przez zdradziecki zaciąg najemników, oprotestowana przez pisowski teatrzyk szmacianych lalek dla uwiarygodnienia patriotycznej opcji – spoczywa oto wśród kartek modlitewników katolskiej wersji dziejów, znajdujących się w podręcznym dyspozycyjnym archiwum.
1066 – czyli sterylna chuć demona, który wydał na świat ukrzyżowanego Fallusa pod kryptonimem 966.

Nic to, jakoś to będzie... powiada pomnikowa tubylcza bakteria z polskim na cokole sztandarem!

niedziela, 17 kwietnia 2016

GARGAS Anita

Upośledzony klon formuły dziennikarskiej rzetelności. Autorka monodramu p.t. "Wybijane na smoleńskim wrakowisku okienko". Cyniczna mózgowa łechtaczka dla fanatycznych fanów demona Jahwe i Maryi Zawsze Dziewicy. Wyuzdana miesiączka smoleńska!

piątek, 15 kwietnia 2016

PROWOKACJA

To pojęcie jest używane zwykle bez oglądania się na imponderabilia. Bo nie każdy ma tyle siły woli, by oprzeć się o odcienie w poetyckiej wersji. Zwykle wystarczy protokół z zagłady ludzkiego planktonu.
Kiedy jednak na Bałtyk wpływa hamerykańskie wojenne żelastwo, tylko helikopter z polskimi znakami na jego pokładzie świadczy, że są to zaledwie akrobatyczne ćwiczenia lądowych polskich jednostek, a nie agresywne manewry. 
Klechistan i Kaczystan  – w jednym stoją domu! Za oknem mgła smoleńska i klechicki obłęd!



czwartek, 14 kwietnia 2016

WIELKI Człowiek


(dopisane 13 sierpnia 2016)
Kiedy przed tygodniem zniknął ten filmik z mojego ogródka, myślałem, że nastąpiła nieodwracalna eksterminacja zapisu owego wydarzenia. Aliści filmik żyje nadal, chociaż może w innej edycji. Tedy po raz wtóry go tutaj zamieszczam z ostrożnie formułowaną hipotezą, że ten materialny ślad małości, moralnej zapaści i politycznej głupoty wizytówek Kaczystanu – nie zostanie zmielony w partyjnej niszczarce ku uciesze pospólstwa.

niedziela, 10 kwietnia 2016

GMYZ Cezary

Przywołany na ten padół za cezarskim cięciem, które objawiło się po latach uporczywą dziennikarską czkawką. Mitoman, czyli krętacz spolegliwy, prestidigitator i producent frazesów – co nie wyczerpuje znamion jego kolokwialnej elokwencji.

wtorek, 5 kwietnia 2016

ORZEŁ Józef

Orzeł to czy reszka?
Jeśli orzeł:  – "My wiemy, że był zamach".
Jeśli reszka: – Rzuć monetą raz jeszcze!

Dla jasności wyjaśniam, że chodzi o szefa pokątnej mennicy "Klub Ronina".

środa, 30 marca 2016

KACZKOWSKI Jan

To nie było do pomyślenia, bym ja, w oszczędnych słowach opisujący duchową miazgę katolicyzmu, zechciał przywołać na te strony – z wielką atencją – katolickiego kapłana. I właśnie zdarzył się taki katolicki klecha, który poruszył moje zatwardziałe pogańskie serce.
Widomy to znak, że kosmiczni Bogowie mogą być częścią chrześcijańskiego imperium. Szkopuł jednak w tej zagadce leży, że kościółkowa administracja przykleiła swoje wypasione dupska do prezbiteriów i monstrancji, odmawiając przy okazji modlitwę z egipskiej "Księgi Umarłych".

wtorek, 29 marca 2016

NOWICKI Jan

Jegomość robiący miny na polskiej scenie wbrew zapotrzebowaniom, kobieciarz i amator trunków, piszący i pięknie dywagujący, tkliwie pochylony nad Piotrem Skrzyneckim – oto staje przed nami zaledwie zarysowany.
Ja zwyczajnie powiem, że przepadam za Janem!

Przytulam Jana w publicystycznej oracji! (Nie mylić z oralnym sexem).

środa, 2 marca 2016

SZEREMIETIEW Romuald

Wiór mózgowy skanalizowany do rozmiarów typowej kanalizacyjnej rury, mającej dla niepoznaki opozycyjny rodowód; gubiący Rzplitą w oparach swojej wojennej jedni. Trutka na wszelkie słowiańskie żyjątka! Szkodnik!

sobota, 27 lutego 2016

SUMLIŃSKI Wojciech

Jedna z płaczliwych bab dziennikarskiego śledczego półświatka. Ja sam jednak jestem na tyle pozbawiony rozumu, że długi czas dałem się zwodzić i na manowce wypychać. Toteż z naturalną dla błotnistego plemienia dobrodusznością, wysłuchiwałem internetowych zwierzeń tej pisarskiej latorośli. A tu taki blamaż, bo okazuje się, że to zwykły "plagiator patologiczny". Dociekliwym umysłom dla dalszej refleksji proponuję autopsję:
Ebenezer Rojt
kompromitacje.blogspot.com

czwartek, 4 lutego 2016

KĄKOLEWSKI Krzysztof

Umarł w nocy na materacu położonym na podłodze w ciasnym mieszkanku przy Alei Waszyngtona w Warszawie.  Znaleziono Jego zapiski niemożliwe do odczytania. Tedy, jak się zdaje, pisał do utraty tchu, bo takie pisanie zdawało się Kąkolewskiemu jedyną materią zdolną do przetrwania w reporterskiej codziennej kołowaciźnie wystawianej wciąż na aukcje. Oszczędzone jednakże zostało temu pisarzowi – w ostatnim stadium łaski – spotkanie ze zbutwiałym wykopaliskiem reanimowanego wciąż "niezależnego" dziennikarstwa, wybrzuchaconego przez intelektualnego karzełka dla unicestwienia rosyjskiego imperium. 
Umarły cmentarz jako narodowe odrodzenie zdaje się więc tylko zamilczaną metaforą, bo pogrom Lachów zdaje się być w pełni usprawiedliwiony. Kielecki zaś pogrom przebierańców stał się tłem polskiej Historii. Nie umiem zgadnąć, który orszak towarzyszył Kąkolewskiemu w Jego ostatniej podróży w dotychczasowej postaci.

czwartek, 28 stycznia 2016

PIETRZAK Jan

Kabarecista jeszcze rodem z PRL-u, czyli zręczny prześmiewca. Po latach doznał szczególnego rozjaśnienia umysłu, albowiem postuluje zburzenie Pałacu Kultury im. Józefa Stalina dla uzyskania materiałów budowlanych, które posłużą w tym miejscu do zbudowania podobnej wysokości krzyża. Jawi się więc kabaret jako ponadczasowa wizja Polski niezłomnie katolickiej, bo słowiańska niezłomność nie wydaje się być w cenie. Jahwe i Stalin na tym samym ołtarzu!

piątek, 11 grudnia 2015

ROSSIJA

Przecież nie dlatego kocham Rosję, że mi bolszewicy wujka Filipa Gaguckiego zamordowali, a wuja Mietlickiego  (sieło Ganiuszkino, 200 kilometrów od Petersburga) trzymali 25 lat w łagrze. Nie dlatego, że mojej rodzinie odebrali młyn w Kobryniu, a jego właściciela Stefana Trzeciaka skazali na karę śmierci – by i młodocianego synka Władysława doświadczyć siedmioletnim pobytem w kopalniach Workuty. Nie dlatego, że wuja Zygmunta Jezierskiego po wojnie aresztowali i wysłali na (skrócony) trzyletni wyrąb w syberyjskich lasach. Nie dlatego, że wujka porucznika Rudolfa Frosztęgę w Katyniu rozstrzelali. – Kocham Rosję dlatego, że wspólny jest nasz los, bo przemieszały się polskie i rosyjskie kości.


(Ilustracja do zbiorku poezji Jana Polkowskiego p.t. "To nie jest poezja", wydanym we wrześniu 1980 roku w "NOWEJ". Drukowane na sicie. Opracowanie graficzne tej książeczki robiłem dwa razy, bo pierwszy (lepszy) projekt przywłaszczyła sobie SB).

poniedziałek, 30 listopada 2015

VAENGA Elena


Elena jest do zachwycenia, aczkolwiek kiedy śpiewa zakazane pieśni to możemy mieć dylemat. Nie powiem więc, które pieśni najbardziej mi się podobają. W programie rozrywkowym dla polskich tubylców, przewidziane są przecież zajęcia w zakresie rozwijania umiejętności śpiewania falsetem. Więc jak sobie nawet zanucę alkoholowym basem pieśń burłaków, będzie to napiętnowane jako działalność antypaństwowa.

sobota, 24 października 2015

SMOKI

Smoki, z natury rzeczy, zajmują w naszych wyobrażeniach dość poczesne miejsce, albowiem ze Smokami pod poduszką umieliśmy zasypiać w naszym dzieciństwie. (Z czasem przydane zostały Smokom nikczemne właściwości, które niekoniecznie oddają ich smoczą naturę).
Otóż, mając łapy umazane gliną, w szale twórczym jakże ułomnym, chociaż nie zamierzałem nigdy odbierać uznanemu Stwórcy jego plenipotencji, owóż, dla dania świadectwa moim profetycznym zdolnościom na kilka godzin przed udaniem się do urn, w których czeka nas życie wieczne – otóż słyszę z oddali złowieszczy pomruk.
A to dlatego, że Smokom zwykle odrastają ich ucięte wprzódy głowy. 

wtorek, 20 października 2015

KOWALSKI Marian

Metamorfoza przedwojenna w wielu wymiarach – tedy tkwiący po bicepsy i uszy w piłsudczykowskich i katolickich skłamaniach. Spiker pastora. Demaskator ruskich agentów we własnych szeregach. Wiecowy mięśniak tubylczej myśli politycznej, cytuję : "Baz amerykańskich się nie boję. Cztery tysiące Amerykanów nie weźmie Polaków pod buta, na pewno! Natomiast, jak nie będzie tych Amerykanów, to ja nie wierzę w papierowe deklaracje o Unii Europejskiej pana Putina".
Owóż ten cytat dobitnie wedle mnie świadczy, że pan Kowalski postradał  – w nadmiernym dbaniu o sylwetkę – możliwość umysłowego rozwoju.
A żona, nie powiem, warta grzechu! Co dobitnie wskazuje, że niewiasty - jakże często - zatraciły intuicję i poczucie dobrego smaku.

wtorek, 8 września 2015

ZELNIK Jerzy

Uśmiechnięty dobrotliwie katolicki Faraon!
Dobroć ta szczególna zdaje się jednak wynikać z religijnego układu, albowiem nic tak nie wspomaga naszego poczucia wartości jak prznależność do wyimaginowanej większości. Zabalsamowany tedy szyderczy uśmiech jest jedyną materią, która w wykoncypowanym katolickim oszustwie przetrwała prawie dwa tysiąclecia.

(dopisane 18 marca 2016 roku)
Teczka Faraona jednak dla archeologicznych badań pozostała. I teraz Faraon zasłania się niepamięcią, bo był młody i tylko sex był mu w główce. Gdyby był kobietą – mógłby zawalczyć o niepokalane poczęcie. Kościół katolicki miałby rzeczywistego patrona dla swoich religijnych orgii.  

piątek, 4 września 2015

KISZCZAK Czesław

Trudny to biogram jest do napisania, ale nie chciałbym być w tym obozie zwyciężców, który uzyskał dostęp do jedynej prawdy objawionej. Dlatego zostały trudne pytania i najlepiej by było, gdyby stawiali je Generałowi niezbyt uprzedzeni wyrobnicy pióra w propagandowej wojnie.
Owóż za całkowity idiotyzm i nikczemną umysłową epilepsję uważam zarzut wobec Generała, jakoby to na jego rozkaz zamordowono w okrutny sposób ks. Jerzego Popiełuszkę lub też nieszczęsnych górników z kopalni "Wujek". I jeszcze padają takie zarzuty z ust oświeconych patriotów, że Kiszczak to sowiecki jest generał! 
Panowie i Panie! Wedle mnie, generał Czesław Kiszczak jest jak najbardziej polskim generałem świadomym swoich ograniczeń. I dla was, którzy gadulstwem niezłomnym podpieracie swój łatwy patriotyzm: – weźcie, proszę, pod rozwagę multum polskiej zatraty o której macie tak znikome pojęcie   – albo świadomie powielacie zużytą kalkę.
Generał Czesław Kiszczak zasługuje na polski Panteon!
I jedną mam do Generała pretensję: dlaczego nikt nie zechciał ratować przed śmiercią niechybną generała Fieldorfa? Gdzie się podziali Jego Żołnierze? Gdzie był wówczas Pan, Generale?!
Proszę o żołnierską odpowiedź!

(szeregowy w stanie spoczynku)

(dopisane 18 marca 2016 roku)
Wciąż podnoszą się w publicznej przestrzeni "odważne" głosy – mianujące generała Kiszczaka na wacat szefa równoległego Gestapo pod wiadomym zarządem. Ci, którzy używają takich porównań, najwyraźniej stracili nie tylko zmysły, ale i sumienie. Elementarna wiedza także nie wydaje się im potrzebna. Tedy bez żadnych ograniczeń imputują generałowi Kiszczakowi wszelkie możliwe zbrodnie. Mam takie jednak dojmujące domniemanie, że ta hałaśliwa hałastra tej jedynej prawdzie pozostanie wierna, albowiem nie ma w programie  odpowiedzialności za swoje słowa i czyny! Generał Czesław Kiszczak ma dla obrony jedynie swoją mogiłę!


środa, 2 września 2015

LICZNIK

Taki tu mam ambaras: albowiem – dla porządku w blogosferze – wypada opisywać wady lub nikczemną robotę w jej strukturach. I oto – przymuszony taką niby "nadzwyczajną" okolicznością – poniższy formułuję pozew, chociaż przy mojej internetowej pisaninie mam przykre uczucie swędzenia i co rusz widzę białe robaczki. I jest to naturalnie moja całkowicie przypadłość, ale formułuję to samooskarżenie w ludzkim odruchu współczucia, bowiem nie jest znośne dla mnie przypuszczenie, że ci delikwenci, których moje teksty zanadto przerastają, doznają wątpliwych doznań ze strony swej umysłowej sraczki. I tyle tytułem wstępu pozwalam sobie dołączyć do pozwu o zanikaniu licznika na blogspot.com.
Pisanie bowiem ma taką wadę, że trudno pisać dla samego siebie. (Malarstwo, dla przykladu,  pozbawione jest takiej ułomności). Dlatego licznik pełni dość istotną rolę, nie pozwalając nam  na uśpienie zmysłów. I oto po raz drugi licznik odwiedzin na "Dziupli" został skasowany (poprzednio licznik się wyzerował). Zachował się za to wewnętrzny licznik, który tylko dla mnie jest dostępny. Dlatego zapodaję jego stan na dzień dzisiejszy:

"BŁOTNE ABECADŁO" – 21181
"DZIUPLA BŁOTNIAKA" – 25968

I w tym miejscu, póki co, będę te liczby uaktualniał.

7 września 2015
21338
26152

12 września 2015
Po miesięcznej nieobecności licznik zmartwychwstał, by w następnych dniach pojawiać się i znikać. To mi wygląda na zapomnianą zabawę w ciuciubabkę.

14 września 2016
27456
34563