wtorek, 15 stycznia 2013

ZADURA Bohdan

Człek ten, po długim stażu, objął był schedę w "Twórczości" po Jerzym Lisowskim w październiku 2004 roku, co poświadczają internetowe encyklopedie. Ja chciałbym poświadczyć własnym życiem, że poetnik ten sprawny marności jest siewcą.

Owóż, pan Bohdan Zadura miał takiego pecha, że ośmielił się całkiem bezinteresownie zachwycić moimi wierszykami. Głupio o tym pisać, ale tak było, bowiem mam miarodajną relację.
Rzecz jednak stała się nazbyt znana, bym mógł się cichutko przemknąć nawet w niskonakładowym piśmie literackim. I pan Bohdan Zadura otrzymał po tygodniu (tylko tak to sobie mogę wytłumaczyć) odpowiednie zalecenie, aby z zachwytu swego raczył w podskokach zrezygnować, czyli dostał – zdawałoby się – propozycję nie do odrzucenia.
(W tym samym czasie wysłałem także do "Odry" swoje brednie. I zaraz dostałem od Zbigniewa Paluszaka sympatyczny list, że, i owszem, wydrukują, bo Orskiemu też przypadły do gustu moje literki, a Paluszakowi moje obrazki. I także nastała po krótkim czasie złowieszcza cisza!)

W taki oto sposób — bo pomijam kilka szczegółów — polski poeta dał ciała. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie podniósł i zasług Bohdana Zadury. Właśnie obchodzę mały jubileusz, bowiem mija dwadzieścia lat od mojej ostatniej publikacji w "Twórczości". Gdyby nie Bohdan Zadura i inni — nadal bym tkwił w złudzeniu, że nad Wisłą istnieje wolna od nikczemności literatura i sztuka!

Panie Zadura, warto to było za tak niskie apanaże tak się zeszmacić?

P.S.
Naturalnie, jak każdy przeze mnie obsmarowany, ma pan Bohdan Zadura możliwość opublikowania  w tym miejscu — bez żadnej ingerencji z mojej strony — swojego sprostowania lub protestu.

czwartek, 10 stycznia 2013

BIEŃKOWSKI Zbigniew

Malutki, chudziutki, nieco zabiegany, z jerzykiem sterczącym i siatką na motyle, która była zwykłą siatką na zakupy. Mimo to złowił w nią Małgorzatę Hillar, istny Cud! I z tego oczarowania wyczarowali synka Dawida, który dzisiaj całkiem udatne układa strofy. A przecież pamiętam tego zaledwie dziesięć lat młodszego ode mnie chłopca, jako rozbrykane nad Utratą źrebię...

Jest Zbigniew Bieńkowski bezinteresownym patronem mego debiutu w warszawskiej "Kulturze". Potem spotkaliśmy się tylko raz w redakcji "Poezji", gdzie starał się podołać przydzielonym nie na Jego miarę obowiązkom. 
Gdyby nie On, pewnie nigdy bym nie uwierzył, że jeszcze ktoś poza mną jest w stanie odczytać moje  pismo klinowe.


wtorek, 8 stycznia 2013

ROJT Ebenezer

www.kompromitacje.blogspot.com

Zaledwie przedwczoraj trafiłem w dżungli Internetu na te teksty. I zaraz się bałamutnie zachwyciłem! I, bynajmniej, nie dlatego, że Ebenezer Rojt tak precyzyjnie swoich pacjentów punktuje, bo przecież szczególnie pacjentowi należy się krytyczne Miłosierdzie. — W tej jednak dziedzinie Jego Miłość Ebenezer Rojt osiągnął takie skupienie i przewagi, że sprowadzanie jego pisarskiej sztuki do trywialnego czepialstwa mogę tylko potraktować z należnym milczącym lekceważeniem. A przecież mam też świadomość, że Jewo Wieliczestwo  E. R. może i mnie wziąć pod mikroskop. A wtedy marnie będą wyglądały moje wdzięki!

poniedziałek, 7 stycznia 2013

ROSJA

Wciąż chcę o Rosji napisać.
Wprawdzie temat jest obszerny, ale czyż ja nie mam prawa — polski pan — iść na syberyjskie skróty?

A więc Rosja — czyli gdybym nie był Polakiem, byłbym Rosjaninem.

sobota, 5 stycznia 2013

STYCZEŃ

Mamy akurat styczeń, a więc czas na powstanie styczniowe. Tym bardziej, że tamto Powstanie "nie zakończyło się klęską, albowiem zaraz po nim zrodziła się idea pracy u podstaw" — tako rzecze dzisiaj jakiś klecha w Częstochowie. I to kibice, zwani także kibolami, mają ponieść ten sztandar. 
Wedle chrześcijańskiej tradycji jest to właściwy zaciąg do powstańczej armii. Chórek, ubrany w koszulki Ruchu Chorzów, odśpiewa psalmy nad grobami.

Oto ksiądz Marek zmartwychwstał jako zombi — czyli chrześcijańskiej wierze stało się zadość!
W górę serca!

wtorek, 1 stycznia 2013

KLACZKA

Zapewne pan Gerwazy jest w takim miejscu swego marnego żywota, że lada dzień pojawi się w Bronnej Górze wyśniona przez pana Gerwazego klaczka. Tedy pan Gerwazy nie jest za bardzo przy swoim rozumie. Chodzi tylko i o wszystko się potyka. Siodła prastare przekłada i czyści, ogłowia i czapraki sumiennie przegląda, stajenkę rychtuje, sianka i owsa poszukuje. I nie jest to w żadnym razie szopka.
Albowiem wszystko jest tak jak wtedy, gdy galopowałem jako słowiański woj na moim koniku bułanym w głąb obrazka. 

BREDNIA

Brednia mnie zabija podstępnie. Nie tyle wszakże ta moja własna nudna brednia, tak już udomowiona, ile ta wyimaginowana, z publicznego życia duchowego odsączona: perfuma smrodliwa, afrodyzjak dla tłuszczy.
Słucham więc z coraz większą rezygnacją tych, którzy własne nieuctwo i zanik obowiązku ustawicznej pracy umysłowej, czynią sztandarem swego patriotyzmu — gdzie i ja mam się udać! Słucham ich maniakalnych tyrad niezdolnych do żadnego dyskursu, bo brednia tym bardziej jest wrzaskliwa, by się za wrzaskiem ukryć. Albowiem katolicki patronat nad polską brednią zdaje się wielu wystarczać w oczekiwaniu na win odkupienie i życie wieczne, które każdy obrzezany rozumek jest w sile dopuścić do swego właściciela.

wtorek, 25 grudnia 2012

BŁOTKO

Jako  nieustępliwy miłośnik publicystyki Stanisława Augusta (Michalkiewicza) od zarania dziejów, czyli od dość odległych czasów, gdy nie patrząc na starszeństwo elementarz Falskiego sobie w piaskownicy wyrywaliśmy, gdy Picasso zostawiał swoje bzdety na ścianie robotniczego mieszkania na Powiślu, gdy próbowaliśmy opanować wiedzę tajemną o kotku Ali i innych stworzeniach Polski Ludowej, gdy Brzechwa jeszcze nie umiał sobie wyobrazić, że te dzieciaki będą go kiedyś chciały strącić w potępieńczą nicość — wtedy, w różnych zakątkach Polszczy, rodziły się też jakże prawdziwe sumienia zniewolonej przez komunistów Ojczyzny: na obraz i podobieństwo  okrutnie prześladowanych opozycjonistów, którzy dzisiaj za wszelką cenę chcą mieć dobrze opłacone swoje stracone lata; one to właśnie dzisiaj mi powiadają, że wodę tylko leję!

Otóż jest to niesprawiedliwe wyzwanie. A to dlatego, że ja prawdziwe błotko rad niezmiernie roznoszę. I nie jest to żaden krystaliczny zdrój. Nad czym naturalnie ubolewam.

czwartek, 20 grudnia 2012

ZNAK ostrzegawczy

Jak pan Gerwazy nazajutrz (dosłownie) po wyborze Lecha Kaczyńskiego zastępcą prezydęta Kwaśniewskiego ośmielił się był na wyartykułowanie znaku ostrzegawczego, to natychmiast został zakrzyczany i odsądzony od czci i wiary przez dyżurnych patriotów, którzy pospólnie starają się zniweczyć wszelką bezinteresowną myśl o Ojczyźnie Polan.
Morał z tego jest taki, że intelektualna i intuicyjna czujność nie jest nigdzie mile widziana, albowiem patriotyczne pospólstwo woli się onanizować przy sylabizowaniu "Gazety Polskiej", albo przy słuchaniu "Radia Maryja". No, i obowiązkowo broni krzyża na Krakowskim Przedmieściu, by za tą dymną zasłoną oddać pachciarzom ostatnie skrawki Rzeczypospolitej.

Nawet Karol Marks mawiał, że głupiec największym jest zagrożeniem. A pan Gerwazy jeszcze i to doda: większym, aniżeli łupieska barbarzyńska armia!

wtorek, 18 grudnia 2012

INTERPUNKCJA

Zasady w polszczyźnie to luźny, ulegający wciąż przemianom zbiór — nie żaden dogmat. Tak i interpunkcja służy głównie jasności i daje możliwość nabrania oddechu w trudzie czytania. Jest tedy dbałością autora o czytelnika, w celu oszczędzenia mu nadmiernych i niepotrzebnych cierpień. Nie ma to więc nic wspólnego z pojęciem "ładnego opakowania", który to zarzut czasem słyszę szczególnie tam, gdzie mi powiadają, że, i owszem, ładnie piszę, ale o niczym.! I tutaj przywołuję na pomoc kropkę, średnik lub przecinek!
Naturalnie dla tych, którzy pitolą bez wytchnienia, każde zatrzymanie się dla refleksji zdaje się być poza wszelką rachubą. Bowiem zawsze jako pierwsi chcą dobiec do celu, którego jednak nie umieją precyzyjnie sformułować. 

I tak sobie trwa to nasze polskie przesiewanie piasku. Dlatego coraz bardziej słychać zgrzytanie zębów między wyrazami.
Od Powstania do Powstania — gdy w środku brak zwyczajnego przecinka!





sobota, 8 grudnia 2012

PALETA


Tej palety nigdy nie ośmielił się dotknąć mój pędzel. Przechowywałem z największym pietyzmem jej ścieraną codziennie strukturę farb i oleju lnianego. Paleta ta, sklejona z dwóch kawałków drewna, umiejętnie wyważona, obejmująca malarza swoim wdziękiem o wymiarach 75 cm x 35 cm  (co i wiele piersi nie jest w stanie objąć) — zawsze wydawała mi się bytem samoistnym. Malarz był zaledwie jakimś przydatkiem.

I otóż zdarzyło się, że odziedziczyłem tę paletę razem z fortepianem Aloisem Kernem, sztalugą i kuferkiem dla farb malarza Wąsika z ulicy Floriana w Skierniewicach, który poza tym, że był wybrańcem mojej ukochanej Zofii, był także przyjacielem malarza Lasockiego. A onże — jak mi to bajała Zofia filuternie — wynajęty był przez króla angielskiego do odmalowania najbardziej urodziwych krów z królewskich obór. Czynność tę uprawiał Lasocki znakomicie także dlatego, że Zeusa koncept dla siebie wykorzystywał i często przemieniał się w byka. I ta właśnie paleta malarza Lasockiego jest własnością. A kim był w istocie Kazimierz Lasocki malarz — coraz trudniej doszukać się we wszelkich encyklopediach.

piątek, 19 października 2012

MĘTRAK Krzysztof

Mętraka poznałem, gdy z moim wierszem poszedłem na ulicę Wiejską w mieście królewskim, gdzie redagowała się warszawska "Kultura". Właśnie Rafał Wojaczek zasypał swoimi słowami swój grób, albowiem nie umiał się pogodzić, że słowo, i każdy literka — są nam tylko na chwilę dane.

Tak więc Krzysztof Mętrak pochylił się nad moim wierszem, poświęconym Wojaczkowi.
Po chwili — spojrzał tak na mnie bez żadnego wstępu i orzekł: Przyjmuję!
(Redagował Mętrak w "Kulturze" dział poezji).

Często o Mętraku myślę. 
Stoi do dzisiaj tak strasznie osamotniony przy Grubej Kaśce — i ja mijam Go jadąc tramwajem.

piątek, 12 października 2012

CHRYSTUS Frasobliwy

Toć przecie, pod jego zwodniczym imieniem, przetrwało do naszych czasów ludowe wspomnienie słowiańskich bogów. Przyszło przemocą nowe imię, ale został stary obyczaj i wiara w pogańskie rytuały.
Mój Chrystus Frasobliwy ma rysy Piasta Kołodzieja! Na kapliczce przydrożnej, tak zespolonej z polskim pejzażem — którą w Bronnej Górze wybudowałem — są prawie wszystkie zwierzęta, które towarzyszą nam w naszym i ich przemijaniu.  I jest i On: zwyczajny, sterany nadmierną pracą, nie udający żadnego proroka.
Ot, frasobliwy Słowianin, zajęty rozmyślaniem o naszej nicości.

poniedziałek, 8 października 2012

MARUCHA gajowy

Wszyscy w miarę zorientowani wiedzą, skąd gajowy Marucha przybywa. I nie jest to wiedza godna jakiejś szczególnej mszy za jego Duszę. Aliści, jako skryba pisujący czas jakiś na jego podświetlonym katolicką emanacją billboardzie, starałem się przede wszystkim nie ufać własnym zmysłom.

Szczególnie dlatego, albowiem tzw. ateiści — wedle jego mniemania — nie mieli i nie mają jakoby wobec Rzplitej żadnych zasług i powinności! Cóż więc szkodzi zarzucić mi brak wiary. Jako pogański Błotniak nie mam w myśl tej doktryny żadnych praw do moich błot, które sam stworzyłem.
Pan Gajowy bowiem zdaje się sprzyjać tej replice Dziejów, w której nie ma już miejsca na bezinteresowne bicie serca!

Tylko korona cierniowa ma zakreślać granice Polskiego Królestwa.


SIKORKA

Wśród ptaków, które Polski nigdy nie opuszczają, Sikorka — we wszelkich odmianach — jest szczególnie Polsce przychylna. A więc już od wczesnej jesieni dokarmiam moje ptaki. A to słoninką, a to ziarnami słonecznika, których piętnaście kilo na miesiąc ledwie wystarcza.
Ledwie zagwiżdżę z ranka, a już są!  Zawsze i wszędzie!
A kiedy nie zagwiżdżę — wlatują do Domu lub w okienka stukają łapkami.

I pewnego razu, porą zimową, poszedłem z siekierą do Puszczy. Wokół nawet żadnego zwierza nie było. Przysiadłem więc strudzony pod ogołoconym z liści klonem — delektując się moją samotnością.
A tu, wśród gałązek, całe moje stadko sikorek za mną przyleciało, i także nad moją głową przysiadło!

Sikorka tedy, a nie majestatyczny orzeł, rozwija nade mną polską chorągiew!

środa, 3 października 2012

FLORCZAK Zbigniew

Jedyny krytyk sztuki, który przyszedł na moją pierwszą wystawę — w galerii na Starym Mieście w Warszawie — bezinteresownie. Inni — nazwiska do wglądu — mieli akurat  powierzone sobie przez odpowiednie ośrodki decyzyjne inne zadania. A przecież Florczak starał się także redaktora Giedroyca na wygnaniu nie zawieść — gdy pisywał u niego jako "Pelikan"!

I otóż napisał Zbigniew Florczak dwa felietony o moich obrazkach: "ARTYSTA W USTRONIU" i "PRZEDMIOTY POZOSTAWIONE NA ŁASCE WYOBRAŹNI". Napisał tam także, że pewnie zechcę w przyszłości namalować jakieś większe obrazy, bo te są — póki co — całkiem małe.

I tu intuicja Go nie zawiodła.
Albowiem namalowałem Bronną Górę!
Czyli tę Górę ulepioną z setek ton kamieni.
Ten mój obraz, który już w miarę długo pozostaje na moich sztalugach.

Zbigniew Florczak, żołnierz "Baszty", odszedł kilka lat temu na Niebieskie Łąki, gdzie katolicki Bóg na nas wszystkich czyha, aby nas skonsumować — niezależnie od zasług.
Dlatego także i w Jego, Florczaka śmierć, nie mogę uwierzyć. Bowiem śmierć żyje zaledwie tylko w naszej wyobraźni. 




piątek, 14 września 2012

BÓG

Katolicki uzurpator. Mimo to, w poszanowaniu dla naszych Przodków, wciąż używany jako figura retoryczna.
Kanibal i nekrofil!

GROSS Jan Tomasz

Ćwierć Intelektualisty, ćwierć Żyda, ćwierć Polaka, ćwierć Pisarza. Antysemita i przebiegły kłamca lochu godzien — albowiem nawołuje do rasowej nienawiści.
Wedle rekomendacji Adama Michnika — pretendent do grobu na Skałce!

niedziela, 17 czerwca 2012

CEJROWSKI Wojciech

Postać wyjęta z katolickiego komiksu, a więc wyzywający katolik epatujący publiczność swym obrzezanym w dalekiej przeszłości ogonem hiszpańskiego Żyda.  Gwiazdeczka publicystyczna szalejącego bezkarnie plutonu egzekucyjnego, mordującego Rosjan i literaturę rosyjską. Groteskowy klon Arkadego Fiedlera - ojca. Piewca definicji empatii, z której wykluczone zostały zwierzęta. Dlatego z upodobaniem uprawia zawód pastucha rzeźnego bydła. Cwaniak i hucpiarz.

P.S.
Na konieczność skomentowania wypowiedzi W.C. o rosyjskiej literaturze i Rosjanach, zwrócił mi uwagę pan Palmer.Eldritch.1984 — którego teksty niniejszym rekomenduję.  
blog palmereldritch

środa, 2 maja 2012

MATKA Boska

Gipsowa, szklana, blaszana, plastikowa, papierowa, cementowa, drewniana, tekturowa lub szmaciana — narzucona Polanom przemocą — atrapa naszej świętej słowiańskiej wiary i obyczaju. Bolejąca wciąż nad swym niby ukrzyżowanym synem, ale i nie mająca dla innych litości. Roznosząca śmierć w odwecie, a więc bezlitosna. Dziewica zapłodniona żydowskim Plemnikiem Świętym, a więc atomem rozkładu każdej materii.
Fanatycznie sprokurowane Nieszczęście Polskie!

Dzisiaj, na użytek pospólstwa, wystarczy nawet wizerunek Matki Boskiej Stankiewicz!

sobota, 14 kwietnia 2012

HARTWIG Julia

Z panią Julią jechałem kiedyś moim zielonym wehikułem do Nieborowa. I, tak po drodze, opowiadałem jej o moim spotkaniu z Zarządcą od Poezji na ulicy Wiejskiej w Warszawie, gdzie u biurka w "Twórczości" wydawał poetyckie koncesje sam motocyklista  Ziemowit Fedecki. Pani Julia w milczeniu wysłuchała mojej wspomnieniowej tyrady. I nawet mój wierszyk o Kazimierzu nad Wisłą, gdzie jej brat fotografik Edward Hartwig miał także swój udział, pozostawiła bez odpowiedzi. Na zakończenie opisałem w oszczędnych szczegółach mój rejs Wisłą z Warszawy do Kazimierza na wybudowanej przeze mnie łodzi żaglowej, gdzie towarzyszyły mi dwie książki: "W cieniu rozkwitających dziewcząt " — Marcela Prousta i "Apollinaire" — Julii Hartwig. Także ten wątek pani Julia zbyła milczeniem.
Potem wszakże starała się jednak rozmawiać z moją Zbroją, ale na żadne pytanie także nie uzyskała odpowiedzi.

Dlatego, co nikczemnie suponuję,  nie są Poeci godni bezinteresownej uwagi ani pamięci.

piątek, 6 kwietnia 2012

JESZUA

Żydowski bożek naszej marności. Nie umarł na krzyżu, dzięki bogu, bowiem nie został opuszczony przez przyjaciela. A jeśli nie umarł w tak przebiegły sposób, to i bajdy o jego zmartwychwstaniu  tyleż znaczą.
Potem Duch go na tyle opuścił, że zamienił się w ukrzyżowaną figurkę, nadzorującą życie doczesne innych rekwizytów.
W tym oto magazynie trwa wciąż przez stulecia biurokratyczna inwentaryzacja!

JELEŃ

Spotkać się z Jeleniem oko w oko, to musi być niebywała nasza zasługa, którą i Jeleń zaakceptować powinien. Zwierz to baśniowy, zawsze żyjący w puszczańskim Ustroniu, jako i Błotniak. Aliści nie dla wszystkich jest ta gadka, albowiem mordując Jelenia możemy nieco blichtru sobie na twarz nałożyć, który to makijaż pozwoli nam na twórcze uczestniczenie w życiu artystycznym i duchowym.

Tak więc wspominam hałaśliwie promowanego przedstawiciela sztuki żydowskiej w Polsce, artystę A.S., który dla dziennikarza Jelenia zamordować raczył, coby się na Jego martwym ciele sfotografować dla splendoru własnego. Ot, dziennikarz miał przyjechać rankiem, kiedy jelenie spragnione są. Wystarczyło pociągnąć za spust. I zdjęcie dla gazety było gotowe.

Niedawno przyszedł Jeleń do Bronnej Góry. Tuż za bramą wykopał sobie jamkę w śniegu i ufnie zasnął. 
Jakże zostałem obdarowany!

Bo tylko Wierzątka są zdolne do takiej wspaniałomyślności!

poniedziałek, 26 marca 2012

KUNCEWICZOWA Maria

Miłość moja literacka. Ale dopiero na kazimierskim cmentarzu przytuliłem Jej Grób!
Bo Ona przecież zawsze kochała tylko Jerzego Kuncewicza, który tylko starał się sprostać Jej Zamieraniu. 
On sam, tak spolegliwy dla tej miłości!
Kiedy umarł, pisała do niego tak piękne listy, że i on nie mógł uwierzyć nigdy w swoją śmierć.

Maria!
Czyli Czułość!
Jak Wisły tchnienie...

sobota, 10 marca 2012

PUTIN Władimir

Pan Gerwazy wprawdzie zauważył, że Rasputin i drugi raz Putin, to zupełnie różne osoby, ale w scenariuszu budowania w Polszcze z takim zapamiętaniem złej legendy Władimira Putina jako zbrodniczego czekisty, brakuje miejsca na słowiańską Obecność!

I otóż nie będę się wypierał, że sprzyjam Rosji. Sprzyjam moim sercem i moją wiedzą kaleką. Sprzyjam, bo w polskiej Ziemi pozostaną moje prochy. Sprzyjam, bo taką mam fantazję!

Towariszcz pałkownik Putin! Dawaj!

REMUSZKO Stanisław

Taki Remuszko to prawdziwy Tytan! Siedzi sobie w domu na Ursynowie i ma mnie w pogardzie, bo moja wulkaniczna natura kojarzy mu się z Winnetou! Ale u Remuszki nie masz zmiłowania dla nikogo. Bo Remuszce wystarczy kot wspinający się na rozporek Adasia. I w takich tekstyliach żyje sobie po dziś dzień prześladowany okrutnie za komuny Michnik, który wstydzi się nazwiska swego ojca. I poniekąd słusznie: też bym nie chciał się nazywać podobnie!
Ale Remuszko nikomu nie zamierza odpuścić i zapisuje wszystko w naszej osobistej książeczce musztry.

niedziela, 4 marca 2012

ULICKI-REK Jerzy

Australijski specjalista od budowania komór gazowych na ziemiach dawnej Polski, która uczestnictwa w tym procederze się wypiera. Tak mu się jednak własne mózgowe meklemburskie półkule zagazowały, że nieboraczek lubi polemizować tylko z takimi tekstami, które uprzednio skrzętnie usunie. Posługuje się przy tym bez żenady powstańczą kotwicą, bo przepada za towarem reglamentowanym. Ostatecznie — brak jest innych doniesień.

Produkt pustynnej Dziewanny sklonowanej z Aborygena.

P.S.
Owóż dnia 17 kwietnia roku 2012, we wtorek, bohater tej laurki ogłosił wszem wobec treść swojego nowego ogłoszenia, cyt: "Błotne abecadło" czyli smród z żydowskiego bagna. Pod tym tytułem, już mniejszymi literami, dodał, cyt: ..."Błotne abecadło", którego tytuł oddaje w pełni zawarte w nim treści.
Ha, a ja już kilka razy zachęcałem niezadowolone i jak widać dość próżne postacie literackie, aby zechciały piórem sprostać mojemu wyzwaniu i ja ten protest pod moją laurką opublikuję. Jakoś nikt nie skorzystał z mojej oferty. A ten chce mi przyłożyć strzelając do mnie zmokniętym kapiszonem...
Oj, biada mi, biada!

piątek, 2 marca 2012

KURY

"Kury wam szczać prowadzać, a nie politykę robić" — zagajał piernikowy wskrzesiciel Polski! I zasypiał zaraz na jakiejś kanapce snem sprawiedliwym, gdy karta w pasjansie odkryć mu nie mogła zawiłych planów bitewnych. A... to armaty chyba grają, czyli jesteśmy w grze... mamrotał do siebie wielki Wódz!

I co nam zostało z tych lat?
Ano ten żołdacki drylik, ten wąsik, ten pląsik, te ćwierć myśli na cholewie, ten Piątej Klepki Teatrzyk , słowotok zbawienny, szabelki czar; te epolety, te bzdety, onuce rwane na sztandary... Kozietulski w Afganistanie, Olbrychski jako mumia Wodza na planie  i szeregowy inwalida wojenny na łasce ZUS!

"W Polsce  naród musi złapać za widły, cepy, pały i powrozy" — powiada dzisiejszy wyznawca Wodza. 
I wyrżnąć się nawzajem doszczętnie i bezmyślnie — dopowiada pan Gerwazy.

Kury to, zaiste, mądre ptaki. Nawet na szczanie dają się wyprowadzać.

wtorek, 21 lutego 2012

JĘDRZEJEWSKI Stanisław

Dawny, prawie już pradawny mój Przyjaciel — aczkolwiek niezbyt skłonny do artystycznych manifestacji.  To wszakże staram się zrozumieć. Ostatecznie w Polskim Radiu tylko Ptasie Radio nie powinno mieć zagwarantowanej swobody ćwierkania.
Aliści Staszek postanowił trwać w takim żelaznym uścisku, w którym nie tylko mowa radiowa zanika. I tutaj mam Stanisława na widelcu.
Otóż mój wuj Franciszek woził prezydenta Starzyńskiego na owe słynne przemówienia do Polskiego Radia, gdy wokół płonęła Warszawa. I wśród tych moich z Franciszkiem pogaduszek przyobiecałem Franciszkowi, że Jego pełne swady relacje z tamtych dni będą zapisane w radiowym archiwum. Zaraz też zadzwoniłem do Staszka, który ważnym był w Polskim Radiu dyrektorem.  Stanisław obiecał przysłać reportera dla zapisania tego skrawka naszej polskiej bolesnej Historii. Tedy wuj Franciszek czekał cierpliwie i ...nigdy się nie doczekał, zabierając do grobu obrazy siedzącego na tylnym siedzeniu Prezydenta walczącej Warszawy. I to teraz jeno trwa tylko,  co w mojej ułomnej pamięci.
No, bo i po cóż Polanom Ptasie Radio?
Mimo to uzdrowiłem Staszka raz jeden, gdy w boleści spoczywał, wyciągając mu z głowy ścinki butwiejącej materii. Dlatego wiem.

sobota, 18 lutego 2012

KAMIEŃ



 

Ten kamień długo wydobywałem z ziemi. Jego kamienne cielsko waży dobrze ponad tonę. Przechodziłem koło niego tysiące razy, ale zawsze nie wydawał mi się godny uwagi. Jakiś tam kamyk zaledwie, po którego nie warto się schylić. I wreszcie pochyliłem się nad nim, bo potrzebny był mi głaz na ścianę Domu. Ażeby go wydobyć, wykopałem dół. Potem, przy pomocy desek i drągów, mając w pamięci prace moich słowiańskich Przodków, centymetr po centymetrze, wydobywałem go na powierzchnię. W tym samym czasie inni zapełniali skutecznie miejsce w moim nieistnieniu. Kamień, przecież,  jakże jest cierpliwy!