niedziela, 1 grudnia 2019

MOJE Zwierzęta








Na górnym zdjęciu moje stado podstawowe, czyli Szajka: od lewej strony Mrówka, dalej Ciapek, na szezlongu królowa Rysia, a na świerkowych deskach podłogi dziczek Szaruś. (Cała Szajka to Zwierzaki przygarnięte). Niżej Jej Książęca Mość Donna (OO), zaś pod spodem mityczny Gandalf  w całej (prawie) okazałości.
Tak więc już ta krótka prezentacja powinna zdradzić, gdzie znajdują się moje myśli i uczucia. Bo przecież nie w nakręconej katarynce prawo i lewobrzeżnej Warszawki, która tak ci powiada w publicystycznym natchnieniu: "Ja bardzo lubię zwierzęta - nie wyobrażam sobie posiłku bez nich!" -   (Gadająca Głowa Ziemkiewicza).
Niemoc powszechna także w ten sposób się objawia, że tłumek  złotoustych konferansjerów chce Polskę zakrzyczeć. Któryż to jednak na sztandar wynosi niedolę naszych polskich Mniejszych Braci? Tylko nieliczni wspominają o niszczonych mocarnych pogańskich drzewach, o złupionym polskim krajobrazie, w którym koczują spotwarzone Duchy naszych Przodków, o masakrze Zwierząt w polskich lasach albo masakrze drzew (dokonanej już i planowanej) w Wigierskim Parku Narodowym, który od dawna jest swoją atrapą. 
Kiedy więc podchodzi do mnie na wyciągnięcie ręki Gandalf, kiedy zbliża swoje wilgotne chrapki do mojej twarzy i potem spokojnie koło mnie skubie sobie siano lub kładzie się u Donnki i zasypia - wtedy wiem, że przeszedłem już na Drugą Stronę, gdzie bezmyślne pospólstwo nie będzie miało wstępu. I tam słyszę cichy szelest liści, zawołanie zaskoczonej Wiewiórki, stukot Czarnego Dzięciołka, plusk Bobra na dawnej Czarnej Hańczy, szept ufny Gandalfa i zamierające buczenie Bąka.
Przepiliście naszej babci domek mały - powiadają Zwierzaki.