środa, 19 sierpnia 2015

SZARGIEJ Tadeusz

Z panem Tadziem znamy się już sporo lat. Trafiłem do niego za sprawą remontu mojego ówczesnego Garbusa. Tedy na przedwiośniu, czyli jeszcze w głebokich suwalskich śniegach, tyrtałem codziennie do Tadeusza wiele kilometrów na piechotę, pokonując lodowcową puszczańską zmarzlinę. Tadzio witał mnie w swoim zasmarowanym kombinezonie i roztaczał wizje kolejnych mechanicznych bóstw, napędzanych z reguły śmigłem, co wywoływało mój młodzieńczy entuzjazm – który po latach staramy się kultywować wymieniając się zacnymi trunkami. Banalnym więc będzie stwierdzenie, że pan Tadzio należy do odległej epoki. A jeśli ktoś chce pana Tadzia bliżej poznać, niechaj go stara się odszukać na załączonej fotografii.