poniedziałek, 25 października 2010

OBERLÄNDER Halina

Pierwowzór i natchnienie Kici Koci Mirona Białoszewskiego. Wywodzi się z domu Pfeffer i drukarni Wierzbickich. Ojciec, Niemiec z Turyngii, ukrywał się podczas niemieckiej okupacji przed Niemcami. Grał na fortepianie, niemieckim niestety.
Razu pewnego Kicia miała do mnie słabość i podarowała mi ten fortepian. Teraz pewnie żałuje, choć fortepian to marny, w dodatku stoi wciąż w jej domu.
Z Kicią wiele jest problemów, ale najważniejszy, mimo różnicy pokoleń, tkwi w ocenie Powstania Warszawskiego. Ogólnie rzecz biorąc Kicia hołduje tej historycznej wizji, która powstaniowej hekatombie chce zawdzięczać PRL i znajomość języka polskiego. Uprawianie takiej polityki historycznej zawsze wywoływało mój opór, co Kicię doprowadzało nieodmiennie do ogłaszania stanu wojennego, w celu ratowania się z opresji.
Podczas Powstania Kicia, jako dorastająca panienka, przebywała na letnisku wśród podwarszawskich wydm i sosen. Nawet tam jednak wiatr przywiał nadpaloną stronicę książki z płonącej Warszawy. Na tej podstawie Kicia mówi o sobie: My, Dzieci Powstania!

Rzeczywiście, Kici rówieśnicy rzucali w czołgi butelki z benzyną, ginęli i nosili sprzeczne meldunki.
I tego Kicia mi już chyba nigdy nie wybaczy!


(Dopisane 5 stycznia 2019)
Spełniły się moje przeczucia i oto Kicia podarowała po raz drugi fortepian swojego ojca, usprawiedliwiając się przede mną swoim 'ZAMROCZENIEM" w chwili podarowania mi owego instrumentu. Muszę przyznać, że idea ta zrodziła się w głowie Henryka Błachnio, a Kicia jedynie podpisała darowiznę bez żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, co zdaje się potwierdzać nieśmiertelną niewieścią płochość. Teraz Kicia tryumfalnie podała mi do wiadomości, że ów fortepian stoi w PAŁACU, czym Kicia Kocia jednoznacznie - jak mi się wydaje - potwierdza swoją miłość do arystokracji, która ma tyle wdzięku, że może mi bezkarnie obsrywać na mój koszt moje pióra i niezbyt udatnie udawać, że umie grać na Kici fortepianie. Tego rodzaju bezinteresowny udział w tworzeniu narodowej i - niechybnie - katolickiej kultury narodowej, zawsze wywoływał moje rozrzewnienie. Kiedy więc niektórzy z nas starają się pozbierać rozsypane pióra Orła Bielika - który nad Bronną Górą wciąż i mimo wszystko kołuje - wspomnienie fortepianowej klawiatury jest jak znalazł, bo przecież fortepian to po Chopinie narodowa wykałaczka przy usuwaniu resztek polskiego sumienia, które znajduje dla siebie wszelkie usprawiedliwienia.




"Ujeżdżanie Henryka przez Kiciunię"